Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Góry Smocze

Giganci z serca Afryki

NPM 4/2016
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Krzysztof Feluch
Giant's Castle góruje nad doliną rzeki Bushman's (fot. Krzysztof Feluch)
Jedziemy zielonym pofałdowanym płaskowyżem u podnóża Gór Smoczych. Do miejscowości Estcourt korzystaliśmy głównie z autostrady, ale ostatnie 60 kilometrów to boczne drogi. Dziury są tak wielkie, że co chwilę muszę się niemal zatrzymywać. Ale widok na horyzoncie wynagradza wszelkie niedogodności. Za zielonymi wzgórzami widać potężny mur skalny. To Giant’s Castle – Zamek Gigantów.

Dojeżdżamy wypożyczonym na lotnisku w Johannesburgu samochodem do bramy ośrodka parku narodowego. Parkujemy na zalanym słońcem parkingu. Wyjście z klimatyzowanego auta na skwar w samym sercu RPA nie jest miłe, choć mały samoobsługowy sklepik, który pełni także rolę recepcji, znajduje się w odległości kilkunastu kroków.
Pokazujemy naszą rezerwację. Bungalow już czeka. Idę zatem po bagaże do samochodu. Gdy wracam po ledwie dwóch minutach, szklane drzwi do domu, które zostawiłem otwarte, niespodziewanie są zamknięte.
– Miałam gościa – mówi Donata, gdy wchodzę do środka. – Gdy tylko wyszedłeś, w środku zjawił się pawian, a dokładniej samica. Zamarłam. Byłam między nią a jedzeniem w kuchni, gdy powoli podchodziła. Wzięłam torebkę ze stołu, zaczęłam nią machać i krzyczeć. Zatrzymała się, patrzyła mi w oczy, ale w końcu wyszła.
Rzeczywiście, pawian jest przed progiem. Gdy próbuję go odpędzić, niechętnie ucieka, obiega dom i znów jest na tarasie przy wejściu. Bawimy się tak chwilę w chowanego. W końcu zwierzę daje za wygraną i zagląda nam do środka już tylko przez okno, wkładając łapę przez kratę. Wreszcie odchodzi trochę dalej.

Jaskinia pierwszych mieszkańców
W pobliżu naszego obozu znajduje się popularna w okolicy jaskinia Main Cave z malowidłami lokalnych Buszmenów, zwanych także Sani. Był to zbieracko-myśliwski lud żyjący w małych grupach, który wędrował za zwierzyną. Nie znał rolnictwa ani żelaza. Ci pierwsi mieszkańcy byli tutaj, zanim pojawiły się czarne plemiona ludów Bantu i biali Burowie.
Jaskinia jest otwarta dla zwiedzających do godziny 15. Bilety kupuje się w recepcji. Mamy jeszcze 20 minut, zatem bez problemu zdążymy.
– To jest 30-40 minut marszu – chłodzi nasz zapał sprzedawca.
– Ale z mapki, którą przed chwilą dostałem, wynika, że jaskinia jest dwa kilometry stąd – odpowiadam z pewnością w głosie.
– Tak jest. Dlatego nie zdążycie na 15 – nasz rozmówca nie ustępuje.
– Jeżeli to są dwa kilometry, to zdążymy – nie odpuszczam.
– Droga jest pod górę – oponuje.
– Zdążymy. Jeżeli to naprawdę nie więcej niż dwa kilometry – stawiam na swoim.
Udaje nam się przekonać do sprzedaży biletów. Na miejscu jesteśmy minutę po czasie. Na szczęście do środka wchodzimy bez problemów. Jak się okazuje, wnętrze to raczej duże okapy niż konkretna jaskinia. W każdym razie Sani pojawili się tu około pięciu tysięcy lat temu i korzystali z niej do drugiej połowy XIX wieku. Na ścianach są malowidła zwierząt i ludzi, szamanów. To jedno z większych i lepiej zachowanych takich miejsc w tej okolicy.

Zamek Gigantów
Następnego dnia ruszamy w góry. Prognoza mówi o 30-procentowym prawdopodobieństwie deszczu. Ale rankiem na niebie nie ma ani jednej chmurki. Wychodzimy z dolinki, zanika już strumień, kończą się drzewa. Idziemy teraz trawiastym grzbietem w kierunku głównej grani Gór Smoczych. Grzbiet ma ładnych kilka kilometrów długości i wyprowadza pod przełęcz oddzielającą dwa długie mury skalne. Po prawej leży Long Wall, a po lewej Giant’s Castle, z najwyższym punktem 3315 m n.p.m. Stąd skały wyglądają, jakby naprawdę zostały zbudowane przez gigantów, a my stoimy pod długimi murami ich wysokich zamków.
Na rozstaju dróg skręcamy w prawo. Planujemy wejść na przełęcz pod Zamkiem Gigantów (3094 m n.p.m.) – to plan podstawowy, a jeśli starczy czasu, to zaatakujemy sam szczyt Giant’s Castle.
 
(…)
 
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”
 
 
Krzysztof Feluch
Wspinacz, ultramaratończyk, nurek, adwokat. Podróżuje przy okazji uprawiania sportów albo... tak dla sportu.


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też