Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Świat | Himalaje / Manaslu

I wtedy wyłoniła się ONA...

NPM 12/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Monika Witkowska
()
Manaslu to jedna z najładniejszych gór z elitarnego grona ośmiotysięczników. Dla mnie i mojej partnerki była łaskawa – 28 września tego roku udało nam się stanąć na jej szczycie. Ale i trekking dookoła szczytu jest sam w sobie ciekawą przygodą.

Manaslu (8156 m n.p.m.) to pod względem wysokości ósma góra świata. Położona w Himalajach, na terenie Nepalu, wyróżnia się charakterystycznymi dwoma wierzchołkami, które urzekły mnie od pierwszego wejrzenia. Najpierw zobaczyłam je na pocztówce, w księgarni w Katmandu. Traf chciał, że dwa dni później jechałam do Pokhary, skąd jako przewodnik miałam prowadzić trekking do bazy pod Annapurną i hen w oddali wyłoniła się właśnie ONA – majestatyczna, piękna góra. Zatrzymałam autobus, którym jechaliśmy, zarządziłam grupie przerwę na zdjęcia, a jak tylko dopadłam do internetu, zaczęłam sprawdzanie – kiedy trwa na Manaslu sezon wspinaczkowy i z jakimi trudnościami muszę się liczyć. Wiedziałam już – to będzie mój kolejny wspinaczkowy cel!
Jedyny problem stanowiły finanse, ale zrządzeniem losu na jednym z wyjazdów poznałam prezesów firmy produkującej okna. Spodobała im się moja górska pasja i pół roku później mogliśmy ogłosić start „Awilux Discover Manaslu Expedition”.
Pojechałyśmy na Manaslu w dwuosobowym, kobiecym teamie. Ja i Joanna Kozanecka, moja koleżanka z SKPB Warszawa (Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich), gdzie obie jesteśmy przewodniczkami. Aśka to sportowa profesjonalistka. Ma na koncie 30 maratonów, osiem ironmanów i liczne biegi ultra (w tym na dystansie 150 km). Miałam więc wątpliwości, czy za nią nadążę. Poza tym dzieli nas 11 lat, co rzecz jasna przekłada się na wydolność. Z drugiej strony, moim atutem było trochę większe doświadczenie wysokogórskie. Najwyższą wysokością Aśki był Pik Lenina, czyli 7134 metry n.p.m., podczas gdy ja miałam za sobą Everest i wyprawę na Broad Peak. Największą niewiadomą było jednak to, czy się dogramy pod względem charakterów, czy w sytuacjach ekstremalnych będziemy w stanie wspólnie działać? Wyszło lepiej, niż myślałyśmy. Jest duża szansa, że następstwem tej wyprawy będą kolejne i może jeszcze nie raz udowodnimy, że kobiety dają radę. Tak na marginesie – hasłem wyprawy wymyślonym przez jedną z naszych koleżanek było: „Baby górą!”. Ale nie nadużywałyśmy go, żeby nie drażnić panów.

Góra Ducha łaskawa, ale nie łatwa
Manaslu to rzeczywiście ładna góra. Codziennie rano, wychodząc w base campie z namiotu, gapiłam się na nią z zachwytem, równocześnie z pokorą zastanawiając się, czy mnie do siebie wpuści. Jej nazwa w tłumaczeniu brzmi: Góra Ducha albo Góra Duszy, co być może jeszcze bardziej wpływało na mój uduchowiony do niej stosunek.
Jak to na ośmiotysięczniku, obóz bazowy (4800 m n.p.m.) stanowił zlepek podobozów obsługiwanych przez różne agencje (przy tego typu wyprawach wszyscy korzystają z agencji, nawet ekipy deklarujące się jako typowo sportowe). W naszym przypadku w kilkunastoosobowym gronie było aż 10 nacji – także Hiszpanie, Argentyńczycy, Brazylijczyk, Francuz, Urugwajka, dziewczyna z Indii, Turek, Tajwańczyk i Japończyk. Trzeba przyznać, że dobrze się zintegrowaliśmy, niemniej każdy planował swoją akcję górską według własnej strategii i niezależnie, choć w praktyce i tak wyjściami w górę sterowała pogoda.
Poza naszym dwuosobowym, kobiecym teamem grono polskie było całkiem spore. W naszym obozie mieliśmy jeszcze Magdę Poniatowską, której wprawdzie wierzchołka zdobyć się nie udało, ale walczyła bardzo dzielnie. Wycofała się już z samego ataku szczytowego, ale i tak zaimponowała mi ogromną determinacją. W innym obozie była Aldona Drabik, która zdobyła szczyt bez dodatkowego tlenu. Równocześnie mieliśmy też ośmiu kolegów z wyprawy firmowanej przez program Polski Himalaizm Zimowy, a kierowanej przez Rafała Fronię. Im ze szczytem niestety się nie udało, ale warto podkreślić nasze sympatyczne relacje z kolegami. Wzajemnie się odwiedzaliśmy, wymienialiśmy informacje i co najważniejsze, wspieraliśmy się i mieliśmy świadomość, że możemy na siebie liczyć.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też