Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru | Żywienie w górach

Idealny posiłek na zwykły szlak

NPM 10/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Dorota Rakowicz
(fot. Łukasz Supergan)
Łukaszem Supergan, podróżnik i alpinista

Jadę w polskie góry na weekend. Nie mam kuchenki, a jeśli nawet mam, nie chcę jej zabierać na kilkudniowy wyjazd. Co powinnam wziąć do jedzenia?
Nie zapominajmy, że nawet jeśli mówimy o typowym weekendowym wypadzie, czyli jadę w piątek po pracy, a w niedzielę wracam, są to jednak dwie doby, które spędzam w górach. Dlatego jeśli chcę zjeść chociaż jeden ciepły posiłek, nawet na ten krótki wyjazd zabieram kuchenkę. Z tym, że bez względu na to, czy będzie to długi wyjazd, czy tylko weekend, mam swój sprawdzony patent na lekki zestaw, który tak naprawdę może zabrać każdy – nawet na jednodniową wycieczkę.
Ale kuchenka, a do tego menażki albo garnki, to na krótki wypad jednak sporo zamieszania…
Ja korzystam z kuchenki tytanowej, która waży zaledwie 60 gramów, jest malutka i mieści się w dłoni. Zamiast menażki zabieram klasyczny metalowy kubek, który można kupić w każdym sklepie AGD. Ważne jest tylko to, aby był duży. Ja na przykład wybieram taki, który ma litr pojemności. Jego magia polega na tym, że ma tak dobraną średnicę, że mieści się do niego średni kartusz gazu. Wygląda to w praktyce tak, że na dno kubka wkładam najpierw kuchenkę, a na nią kartusz. Całość zestawu ma zatem rozmiar zakupionego kubka, a więc mieści się dwóch dłoniach. Najlepsze jest to, że ten zestaw sprawdzi się i na jeden dzień, i na trasy długodystansowe. Miałem go ze sobą także podczas przejścia Alp czy Izraela.

Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia
Ale co, jeśli jednak nie chcesz przez weekend sam gotować?
Zdarza mi się, że jadę w ogóle bez niczego. Ale po pierwsze, decyduję się na to w miejscach, gdzie jest cywilizacja, a po drugie – tam, gdzie jest ciepło. A więc wychodzisz na szlak bez kuchenki i w momencie, kiedy budzisz się rano, zamiast gotować na przykład owsiankę, zjadasz kilka kanapek czy innych rzeczy, które wcześniej masz przygotowane, i tak ruszasz na szlak. Ale nie zapominajmy jednak, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia, choć w moim przypadku nie zawsze to działa. Mogę wyjść w góry bez śniadania i zjeść coś po godzinie marszu. Ale powtórzę, kluczowy w takiej wędrówce jest dostęp do cywilizacji. Ja bez kuchenki byłem na Głównym Szlaku Beskidzkim, ale tam w zasadzie codziennie jesteś w jakiejś miejscowości i każdego dnia, maksymalnie co dwa dni, masz dostęp do sklepu. A dwa dni bez ciepłego posiłku przeżyć można.
I co wtedy jesz?
To jest improwizacja, bo nigdy nie wiem, co znajdę w sklepie. Zazwyczaj moje śniadanie to kilka batoników lub kanapek. Na dodatek przy takim rozwiązaniu możesz używać świeżych owoców, warzyw czy produktów, które dość szybko się psują, np. sera. W ciągu dnia jem to, co zazwyczaj w górach, czyli czekoladę, batoniki, owoce świeże i suszone, a także orzechy, które są tłuste, kaloryczne i białkowe oraz stanowią świetne górskie paliwo. Natomiast gdy przychodzi wieczór, najczęściej jemy w górach najbardziej kaloryczny posiłek. Normalnie byłaby to jakaś kasza, makaron czy ryż z dodatkami. Ale jak nie mam kuchenki, znów improwizuję. Jem często to, co znajdę w sklepach, na przykład fasolkę w pomidorach z puszki, warzywa i owoce czy dodatki, których nie brałbym normalnie w góry, na przykład awokado. Co ważne, przy takim rozwiązaniu odchodzę od rytmu regularnych posiłków i na przykład jeśli przechodzę przez miejscowość o godzinie 14, wtedy jem ten kluczowy, główny posiłek, a kolacja jest lekka. Po prostu dopasowuję się do okoliczności.
A korzystasz wtedy ze schronisk?
Tak, chociaż generalnie w schroniskach nie nocuję – jedynie w Tatrach, ponieważ tam nie wolno spać pod niebem. Natomiast gdy śpię pod namiotem na takich szlakach jak GSB, zdarza mi się schodzić do schronisk i jeść tam śniadanie, obiad czy kolację. Korzystam w nich z kuchni turystycznych, ale też często po prostu zamawiam ciepły posiłek. Natomiast przyznaję, że wędrowanie bez kuchenki oszczędza nie tylko trochę wagi, ale przede wszystkim zachodu. Przygotowanie posiłków rano czy wieczorem nawet latem zajmuje około pół godziny, a zimą nawet więcej. Ja tę godzinę dziennie wtedy po prostu sobie oszczędzam na wędrówkę. Chociaż obecnie rzadko w ogóle korzystam ze schronisk.
A jeśli już Ci się zdarza, to kiedy?
Przykładowo, niedawno z ekipą z 8a Team byliśmy na Orlej Perci. W sobotę wieczorem dotarliśmy do Murowańca, a o świcie ruszyliśmy na szlak, by o godzinie 18 znów być w schronisku. W takich przypadkach bazuję na jedzeniu schroniskowym. Ale to naprawdę wyjątki. Generalnie staram się mieć zawsze swoje jedzenie.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”

W numerze ponadto rozmowa Moniki Witkowskiej z Martą Naczyk o żywieniu w górach najwyższych, a także poradnik Jarosława Tomaszewskiego o sposobach przechowywania żywności.


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też