Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Weronika Łukaszewska i Sławomir Sanocki

Na etat już nie wrócimy

NPM 10/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
(fot. arch. Weroniki Łukaszewskiej i Sławomira Sanockiego)
Weronika Łukaszewska i Sławomir Sanocki autorzy pierwszego zimowego przejścia Łuku Karpat.

Jesteście pierwszymi ludźmi, którzy przeszli zimą cały Łuk Karpat?
Sławomir Sanocki: Do tej pory Łuk Karpat podczas jednej, nieprzerwanej wyprawy, został pokonany kilkanaście razy, ale zawsze latem. Po raz pierwszy dokonał tego w 1980 roku Andrzej Wielocha z grupą studentów, związanych z Kołem Przewodników Beskidzkich w Warszawie. My także przeszliśmy już raz Łuk Karpat latem. To podczas tamtej wyprawy trzy lata temu po raz pierwszy pomyśleliśmy o pokonaniu tej trasy zimą.
Czy ktokolwiek podejmował już takie próby?
Weronika Łukaszewska: Z tego, co nam wiadomo, nikt.
A czy ktoś poza Wami pokonał Łuk dwukrotnie?
S: Łukasz Supergan – latem i nikt ponadto.
A ile kobiet przeszło cały Łuk Karpat?
W: Byłam druga po Joannie Mikołajczak. Natomiast podczas letniej wyprawy, w Bieszczadach, przez niezwykły przypadek spotkaliśmy trzecią…
S: …szła sama z naprzeciwka. Nie wiem, dlaczego zapytałem ją o drogę, bo przecież znałem szlak doskonale. Może wyczułem bratnią duszę? Od słowa do słowa okazało się, że Viktorčina jest od dwóch miesięcy w drodze, a Łuk jest dla niej tylko etapem w podróży dookoła świata.
Zima ma tylko 89 dni
Dlaczego Wasza letnia wyprawa trwała 116 dni, a zimowa tylko 89? Przecież zimowe czasy przejścia są dłuższe.
S: Ominęliśmy najtrudniejsze, niedostępne fragmenty, które były totalnie zasypane śniegiem, oraz niebezpieczne i lawiniaste rejony. Poza tym naszą letnią wyprawę znacznie wydłużył poważny wypadek, któremu uległem tuż po starcie.
Co się stało?
S: Uciekając z grani przed burzą, w ulewnym deszczu i porywistym wietrze, przewróciłem się i stoczyłem kilkadziesiąt metrów. Poobijałem się, poraniłem i skręciłem nogę. Kolano bolało mnie tak, że nie mogłem chodzić. Z trudem rozbiliśmy namiot, koczowaliśmy cztery dni, czekając na poprawę pogody. Nocami Weronika walczyła z nawałnicą, wbijając wyrwane śledzie, a ja nie byłem w stanie jej pomóc. Okładałem kolano lodem.
A skąd miałeś lód?
S: Był początek maja. W żlebach leżał śnieg, chmury sypnęły też gradem.
W: W pewnym momencie stwierdziliśmy, że kończy nam się żywność. Nie było tam zasięgu telefonii komórkowej ani turystów, których moglibyśmy poprosić o pomoc, a do najbliższej wioski mieliśmy 20 kilometrów. Zdecydowaliśmy się do niej zejść, odwrót trwał dwa dni, rekonwalescencja znacznie dłużej. Byłam przeciwna kontynuowaniu wyprawy, ale Sławek nie chciał zrezygnować.
S: Czułem się lepiej, a poza tym nie chciałem, aby półroczne przygotowania do wyprawy zmarnowały się. Zmodyfikowaliśmy trasę, wybierając jej łatwiejszy wariant, skróciliśmy też etapy. Latem czas nas nie gonił...
W: …w przeciwieństwie do wyprawy zimowej...
Dokąd tak Wam się spieszyło w zimie?
S: Poganiał nas kalendarz, zima trwa w nim dokładnie 89 dni. Musieliśmy się zmieścić w tym terminie.
A inne wątpliwości? Latem zmieniliście marszrutę, zimą skróciliście trasę...
W: Łuk Karpat nie ma wyznaczonego przebiegu, jak przykładowo Via Alpina czy Główny Szlak Beskidzki. Część wędrujących wybiera ścieżki, prowadzące jak najbliżej wododziału, natomiast dla nas latem najważniejsze było zobaczenie miejsc, które uznaliśmy za ciekawe, a zimą – harmonogram.
S: Łuk Karpat prowadzi od Dunaju do Dunaju. Nasza wyprawa zaczęła się na jego lewym brzegu w Bratysławie, a skończyła – w Orszowej, na granicy serbsko-rumuńskiej. Wędrowaliśmy zgodnie z ruchem wskazówek zegara, czyli pod prąd większości wypraw. Łagodniejsze góry postanowiliśmy przejść na początku, a wyższe zostawić na koniec.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też