Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Świat | Szkocja / Cape Wrath Trail

Nawet jelenie mokną

NPM 3/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Krzysztof Story
(fot. Krzysztof Story)
Cape Wrath Trail. 370 kilometrów wędrówki przez pustkę północnej Szkocji. Przez bagna, wrzosowiska i lasy w jednym z najbardziej deszczowych miejsc Europy. Oto zapis wędrówki przez jeden z najtrudniejszych szlaków Wielkiej Brytanii.

Deszcz tłucze w namiot. Nie pada, nie kapie, nie stuka. Tłucze. A jeszcze dwie godziny temu było sucho. Co więcej, jeszcze dwie godziny temu siedziałem w ciepłym autobusie i obserwowałem, jak Szkocja przesuwa się powoli za oknem. Jechałem z Glasgow do Fort William i patrzyłem na zielone pagórki zmieniające się punktualnie, w rytm rozkładu jazdy. Niebo było szare, nabrzmiałe od chmur, ale nie padało. Nawet w samym Fort William było sucho. Dwie godziny temu.
Rozgrzewka
Od tego czasu zmieniło się kilka rzeczy. Po pierwsze, zapadł zmrok. Przez ostatnie metry podejścia do dzisiejszego biwaku prowadził mnie snop świateł czołówki. Po drugie – jestem 600, może 700 metrów wyżej, w połowie podejścia na najwyższą górę Szkocji – Ben Nevis. Na szczyt po ciemku wchodzić nie chcę, a to ostatnie w miarę płaskie miejsce. I po trzecie, szkocka pogoda przypomniała sobie, że jest początek października. Więc deszcz tłucze w namiot. Wiatr szarpie tropikiem, wygina pałąki, nie daje spać.
Ranek. Kamienistą ścieżką trawersuję ginący we mgle masyw. Choć Ben Nevis (1344 m n. p. m.) to najwyższa góra Wielkiej Brytanii, wejście na nią w dobrej pogodzie to łatwy, kilkugodzinny spacer. Szeroka, wyraźna ścieżka łagodnie wspina się zakosami w stronę szczytu. Tylko że dobra pogoda na Nevisie zdarza się rzadko. Najczęściej jest tak jak teraz – mgliście, wietrznie, deszczowo. Ze szczytu nie widać nic, szare skały giną w bieli. Barw jest tu jak na lekarstwo. Do tego jest zimno. Choć to październik, jeszcze wczoraj na szczycie padał śnieg. Dla mnie to dobrze. Ja wejście na Ben Nevis traktuję jako pierwszą praktyczną lekcję tego, co może mnie spotkać w szkockich górach. Jako rozgrzewkę przed wędrówką, w której spędzę następne trzy tygodnie.
Ze szczytu zbiegam do miasteczka. To koniec rozgrzewki. Przede mną szlak, po który przyjechałem do Szkocji – Cape Wrath Trail. Przede mną 370 kilometrów wędrówki z Fort William na Przylądek Gniewu (bo tak dosłownie można by przetłumaczyć Cape Wrath) – najdalej na północ wysunięty punkt Szkocji. 370 kilometrów przez wrzosowiska, lasy, bagna i górskie przełęcze. 370 kilometrów wędrówki uważanej za najtrudniejszy szlak Wielkiej Brytanii.

Szósty kilometr
Niektórzy powiedzą, że Cape Wrath Trail zaczyna się w Fort William u stóp Nevisa. Turystyczne miasteczko to największa cywilizacja na szlaku. To ostatnia szansa na przemyślenie i skompletowanie sprzętu oraz zapasów jedzenia na prawie tydzień.
Inni uważają, że Cape Wrath Trail zaczyna się, gdy prom przewozi cię przez szare wody jeziora. Brodaty sternik kasuje półtora funta i odpala motor. Mała łódka kołysze się miarowo na falach Loch Eil. Silnik warczy, kaszle i coraz bardziej oddala się od Fort William. Gdy dopływa na drugi brzeg, nie ma odwrotu. Zaczyna się Cape Wrath Trail. I, o ironio, na początku jednego z najbardziej dzikich szlaków Szkocji mamy sześć kilometrów asfaltu.
Pewnie dlatego większość czuje, że Cape Wrath Trail zaczyna się na szóstym kilometrze. Wtedy schodzimy z drogi w dolinę Cona Glen i trafiamy do innego świata. Trawiaste zbocza łagodnie opadają w stronę spokojnie płynącej wody. Trafiamy do krainy wrzosowisk, zielonych wzgórz i rozległych dolin. Świata, gdzie więcej jest rzek niż dróg, więcej jeleni niż ludzi i owiec niż jeleni. Świata, gdzie następny zasięg telefonii komórkowej będzie za pięć dni, a następny supermarket – za 10.
A tak naprawdę Cape Wrath Trail nie zaczyna się nigdzie. Próżno jest szukać oficjalnych tabliczek, znaków czy bramek rozpoczynających szlak. CWT był, jest i mam nadzieję pozostanie szlakiem nieoficjalnym. Nie jest wyznakowany. Przez 370 kilometrów nie będą nam towarzyszyć kolory wymalowane na drzewach, drogowskazy czy kamienne kopczyki. Przydatna okażą się za to mapa, kompas i umiejętność nawigacji.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też