Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru | Pomoc dla Nepalu

Nie ma się czego bać

NPM 11/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Dorota Rakowicz
Mieszkańcy Dumre tworzą prowizoryczne miejsca, gdzie mogą tymczasowo nocować (fot. archiwum fundacji „Mała Polska w Nepalu")
Kiedy zakochujemy się w górach, nie ma znaczenia, czy spędzamy weekendy w Beskidach, Tatrach czy też wspinamy się na trudnych alpejskich drogach. W naszych planach i marzeniach prędzej czy później pojawiają się Himalaje, a wraz z nimi Nepal. Kraj ten w sercach wszystkich górołazów zajmuje miejsce szczególne. Dziś – pół roku po potężnym trzęsieniu ziemi – wciąż możemy przekuć naszą miłość do gór w pomoc dla Nepalczyków.

Sześć miesięcy po tragicznym dla tego niewielkiego kraju zdarzeniu prawie każdy, z kim poruszam temat trzęsienia ziemi, rozpoczyna rozmowę od liczb, które mówią same za siebie. 25 kwietnia o godzinie 11.56 czasu lokalnego w nepalskim dystrykcie Lamjung nastąpiło trzęsienie ziemi o sile 7,8 stopnia w skali Richtera. Zginęło ponad dziewięć tysięcy osób, a liczba rannych przekroczyła 20 tysięcy. Odnotowano też 18 wstrząsów wtórnych powyżej czterech stopni w skali Richtera. Wstrząsy spowodowały lawinę na Mount Evereście, która dotarła do jednej z baz himalaistów.
W Katmandu w trakcie tej katastrofy była Anna Czerwińska. Himalaistka od razu zajęła się pomaganiem rannym, choć jak przyznaje, nie była do tego przygotowana. – Miasto wyglądało jak po bombardowaniu: mnóstwo ludzi miało rany kłute, ale starałam się pomóc jak mogłam. Teraz też wybieram się do Nepalu. Na miejscu zobaczę, co jeszcze można zrobić – deklarowała na spotkaniu w trakcie wrześniowego Przeglądu Filmów Górskich w Lądku-Zdroju.
– Przeżyłem już dwa trzęsienia ziemi, więc od razu wiedziałem, co się dzieje – opowiada Paweł Michalski, himalaista, który w czasie wstrząsów znajdował się pod Everestem. – Wstrząsy trwały jakieś 30 sekund. Zdążyłem wybiec z namiotu, usłyszeliśmy potężny grzmot i zobaczyliśmy lawinę pędzącą w naszą stronę. Za naszymi namiotami była skałka, za którą się schowaliśmy. Na szczęście akurat między szczytem a naszą bazą znajdował się rów, który wyhamował lawinę, i do nas dotarł już tylko podmuch boczny – wspomina.
Ale nie każdy z himalaistów próbujących zdobyć wiosną tego roku najwyższy szczyt świata miał tyle szczęścia. Jedna z baz znajdowała się bezpośrednio na drodze lawiny, a jak opowiada Michalski, ogromne straty przyniósł sam wspomniany wcześniej podmuch, który niósł ze sobą odłamki skalne i części bazy. Ponad 40 wspinaczy zostało rannych, a 19 himalaistów zginęło.
– Wszystko wyglądało jak pobojowisko. Namioty, cały dobytek wielu wypraw – wszystko było zniszczone – wspomina Michalski. I dodaje: – Od razu rozpoczęliśmy akcję ratunkową. Szukaliśmy rannych, którzy rozrzuceni byli na naprawdę dużym terenie, więc to wymagało czasu. Na szczęście w bazie było wielu lekarzy i szybko zorganizowaliśmy szpital polowy.
Część himalaistów w trakcie trzęsienia ziemi znalazła się powyżej bazy. Michalski wspomina, że problemem okazało się zejście tych ekip niżej. Dlaczego? Otóż większość działających wtedy wypraw to były ekspedycje komercyjne, których klienci nie byli w stanie przejść przez zniszczony lodowiec. Rannych z bazy i uwięzionych powyżej niej stopniowo musiały więc transportować helikoptery.
– Nie spieszyliśmy się z odwrotem – mówi Paweł Michalski. – Tak naprawdę to, co miało się oberwać, zeszło po pierwszych wstrząsach, więc baza było stosunkowo bezpiecznym miejscem w trakcie wstrząsów wtórnych – tłumaczy.
Kiedy pytam go o powrót po kilku dniach do Katmandu i wrażenie, jakie zrobiła na nim stolica Nepalu, odpowiada wprost: – Wiadomości przekazywane przez media były mocno przesadzone. Z lotu ptaka widziałem miasto i faktycznie jego starsze części, budowane jeszcze z gliny, ucierpiały. Podobnie biedniejsze rejony Katmandu, ale w samym centrum nie było widać aż takich zniszczeń. To były pęknięcia na budynkach, ale nie ruiny, jak próbowano to pokazać.

Miasto (nie)zrujnowane
Moi pozostali rozmówcy zgadzają się z Michalskim. Przekaz medialny jest dla Nepalu paradoksalnie krzywdzący, bo w miastach, szczególnie w stolicy, nie ma aż tak dużych zniszczeń. Najgorsza sytuacjach panuje w małych wsiach, często oddalonych od głównych dróg o kilkanaście kilometrów.
Wynika to przede wszystkim z tego, z jakich materiałów były znajdujące się w nich budynki. Maciej Pastwa, podróżnik z Poznania, który zdecydował się sprzedać własne mieszkanie, by pomóc Nepalczykom, tłumaczy ten problem na przykładzie szkoły, którą od listopada będzie odbudowywał w miejscowości Bakrang-6.
– Kiedy dotarliśmy do wioski, okazało się, że oprócz wielu domów, runęła też szkoła składająca się z czterech budynków. Trzy z nich powstały 20 lat temu, były ufundowane przez Szwajcara Markusa Ottingera. Budowa tej szkoły trwała prawie dwa lata, a wieś Bakrang-6 nie była wtedy w ogóle połączona drogą – mówi Pastwa.
O losie powstałej dwie dekady temu szkoły przesądził fakt, że materiały do jej budowy trzeba było transportować na plecach budowniczych ponad sześć kilometrów przez góry. Zbudowano tylko wzmocnione fundamenty, a ściany skonstruowano z murów poprzedniej szkoły, czyli skał połączonych ze sobą ziemią. Czwarty budynek szkoły, postawiony przez Japończyków i Koreańczyków sześć lat temu, kiedy istniał już dojazd do wsi, przetrwał tegoroczne trzęsienie bez większych szkód. Wystarczyło go tylko odremontować.
Małe wielkie cele
Na pomoc Nepalowi ruszyło mnóstwo osób i organizacji. Ci, którzy znają ten kraj z własnego, podróżniczego doświadczenia, podkreślają zgodnie – pomagać trzeba, będąc skupionym na konkretnym celu.
– Na początku sami zrzucaliśmy się ze znajomymi, by kupić to, co najpotrzebniejsze: namioty, plandeki, coś do spania – opowiada Sławomir Matczak, członek Fundacji „Mała Polska w Nepalu”. I dodaje: – Nie ma co ukrywać: władza w Nepalu jest skorumpowana, a dary są źle rozdysponowywane, dlatego lepiej pomagać bezpośrednio.

(...)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”

  ----

Jak pomóc Nepalczykom?

Fundacja „Mała Polska w Nepalu”
Działalność fundacji można wesprzeć na kilka sposobów:
– finansowo, dokonując przelewu na konto: 93 2030 0045 1110 0000 0413 5190;
– poprzez wolontariat. Fundacja poszukuje różnego rodzaju profesjonalistów
    z dziedziny budowlanki i architektury, medycyny, edukacji, ale nie tylko;
– poprzez sponsoring i mecenat, dotacje i darowizny firmowe i instytucjonalne;
– poprzez współpracę i wspólne projekty realizowane w Nepalu.

Stowarzyszenie „Lepszy świat” i Maciej Pastwa, akcja „Budujemy szkołę w Nepalu”
Akcję można wesprzeć finansowo, wpłacając dowolną kwotę na specjalnie wydzielone konto: Citi Handlowy 26 1030 0019 0109 8503 3000 6755, proponowany tytuł przelewu: „Budujemy szkołę w Nepalu”; dane odbiorcy: Stowarzyszenie „Lepszy Świat”, ul. Libelta 22, 61-707 Poznań (uwaga! Konto walutowe EUR: 20 1030 0019 0109 7806 0105 0038; kod Swift: CITIPLPX).

 „Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej”
Pomóc można:
– wpłacając dowolną kwotę na konto Fundacji „Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej”:  
12 1140 1010 0000 5228 6800 1012 (tytuł wpłaty: „Pomoc dla Nepalu”);
– wysyłając SMS o treści NEPAL pod numer 72720 do końca października 2015 roku.

Centrum Górskie „Korona Ziemi”
Akcję „Ludzie gór dla Nepalu” można wesprzeć, kupując płytę-cegiełkę „Lodowi Wojownicy”. Szczegóły na stronie internetowej: www.centrumgorskie.pl.
Pomóc można również, licytując zegarek, z którym Ryszard Pawłowski zdobył po raz piąty szczyt Everestu. Link do aukcji: http://allegro.pl/show_item.php?item=5716379052.

Polska Akcja Humanitarna
Działalność PAH można wesprzeć na trzy sposoby:
– dokonując bezpośredniej wpłaty z dopiskiem „Nepal” na konto
   BPH S.A. 91 1060 0076 0000 3310 0015 4960,
   numer IBAN: PL91 1060 0076 0000 3310 0015 4960;
– wysyłając SMS o treści „Nepal” pod numer 73646;
– kupując okolicznościową koszulkę w sklepie sieci Rossmann,
    internetowym sklepie PAH, Polskiego Radia czy w „Sklepiku Walendziku”.


Zobacz podobne artykuły

Nepal

Zobacz też