Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Czechy

Orla Perć po izersku

NPM 11/2016
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Rzeczycki
Wejście na Orzesznik (fot. Tomasz Rzeczycki)
W Górach Izerskich najbardziej pociągają mnie łańcuchy, klamry, drabinki i urwiska skalne. Pewnie się zastanawiacie, czy się nie pomyliłem? Ani trochę, wystarczy pojechać w czeską część tego pasma.

Niektórym Góry Izerskie kojarzą się ze skrzyżowaniem płaskowyżu Gór Stołowych i połonin bieszczadzkich. Ot, jako teren w sam raz dla rowerzystów czy biegaczy. Tak to rzeczywiście może wyglądać z perspektywy kogoś, kto przedreptał tylko izerskie Krupówki, czyli trasę od Stogu Izerskiego przez byłe wsie Skalno i Orle do Jakuszyc. Diametralnie odmienny krajobraz wyłania się już kilkanaście kilometrów za czesko-polską granicą. Tylko kto o tym wie?
Na przykład ja z żoną Anią. Korzystając z urlopu w Szklarskiej Porębie, postanawiamy wyskoczyć na jeden dzień do Czech. Połączenie kolejowe jest dogodne – ze Szklarskiej Poręby Górnej jedzie się tylko z jedną przesiadką w Libercu, skąd odchodzą pociągi do stacji Bílý Potok pod Smrkem. My wysiadamy jeden przystanek wcześniej, w miejscowości Hejnice. Już przy stacji wchodzimy na czerwony szlak, który doprowadza nas do głównej atrakcji skalnej górującej nad miastem, jaką jest Orzesznik (cz. Ořešník), wznoszący się na 800 metrach n.p.m.
Bazylika jak drogowskaz
Główna ulica prowadząca przez Hejnice nazywa się – a jakże – Jizerská. Centrum miasta położone jest w płaskiej dolinie rzecznej i sprawia wrażenie raczej zacisznego. Mieszka tu nieco poniżej trzech tysięcy mieszkańców. W tej sennej miejscowości bezdyskusyjnie uwagę przykuwa dwuwieżowa barokowa bazylika mniejsza i stojący obok niej klasztor. Bazylika widnieje zresztą w herbie i we fladze miasta, a także w znaku graficznym samorządowej strony internetowej. Wkrótce się przekonamy, że jest i punktem rozpoznawczym panoramy miasteczka rozciągającej się z pobliskich platform.
Podziwiamy bazylikę z zewnątrz i ruszamy czerwonym szlakiem przez most na drugą stronę rzeki. Jeszcze tylko trochę kluczenia lokalną drogą przez peryferyjne zabudowania i możemy zacząć połykanie poziomic, zanurzając się w izerskim lesie. I tak, z poziomu około 400 metrów n.p.m. trzeba się będzie wspiąć na grubo ponad 800. To więcej, niż pokonuje się, wchodząc na Ślężę z parkingu na przełęczy Tąpadła.
Pogoda nam odpowiada. Nie jest wprawdzie słonecznie, ale przynajmniej nie pada. Czegóż chcieć więcej? Tabuny kłębiastych biało-szarych chmur nad okolicą przysłaniają część nieba, ale to nie szkodzi. Wędrowców też jest tu bardzo mało. Okoliczne wzniesienia Gór Izerskich porośnięte są jednorodnym płaszczem buczynowego lasu. Lubię buki, bo ich gęste korony zapewniają zacienienie, chroniąc zarówno przed skwarem, jak i przed deszczem – co może być dziś przydatne.
Nie ma też rowerzystów. A pamiętam, jak kilka lat temu wędrowałem z plecakiem od schroniska do schroniska przez czeskie góry i zaskoczyły mnie chmary rowerzystów, jeżdżący wygodnymi szlakami. Choć były i tabliczki informujące, że na dany szlak wjeżdżać rowerem nie wolno. Wkrótce przekonałem się dlaczego. Otóż płaskie, wygodne rowerostrady sąsiadują w tym paśmie górskim z miejscowymi via ferratami czy też ich namiastkami. Szlak, który zaczyna się płasko, może się po kilkudziesięciu metrach zamienić w wąską ścieżkę z łańcuchami. Jednak trasa, którą idę z Anią od miasteczka na szczyt, nie jest ani jednym, ani drugim.

Widoczek z Bieszczadów
Ścieżka, którą wędrujemy, wydaje się całkowicie przeciętna, ale las ją otaczający już nie. Od 1999 roku jest tu narodowy rezerwat przyrody Buczyny Izerskogórskie (cz. Národní přírodní rezervace Jizerskohorské bučiny). Ta forma ochrony przyrody nie ma odpowiednika w polskim prawodawstwie. To coś ważniejszego niż mały rezerwat przyrody, lecz o mniejszej randze niż park narodowy.
 
(…)
 
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Czechy

Zobacz też