Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Karkonosze

Pokłon Królowej od południa

NPM 1/2016
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Grzegorz Grupiński
Kształtna sylwetka Śnieżki dominuje nad doliną Obři důl, opadając do niej urwiskiem, pooranym żlebami (fot. Grzegorz Grupiński)
A gdyby tak na Śnieżkę ruszyć od czeskiej strony? Najpierw podziwiać Ją z Liščí hory czy z doliny Obři důl. Potem poprosić o audiencję. Najlepiej w taki właśnie styczniowy dzień, w oślepiającym słońcu i ze śniegiem wesoło skrzypiącym pod śladówkami.

Na takie spotkanie z Królową Sudetów trzeba sobie zapracować. Poprzedniego dnia musiałem w delegacji zrobić prawie 1000 kilometrów za kółkiem, żeby późnym wieczorem dotrzeć pod Karkonosze. Prognoza jest olśniewająca – cały dzień ma być wyśmienita pogoda. Zatem pobudka o piątej rano, światła drążą tunel w ciemnościach szosy na przełęcz Okraj. Po czeskiej stronie wszystko dopiero budzi się do życia. Porzucam auto na parkingu w Pecu pod Śnieżką. Wszystko idzie zgodnie z planem – za chwilę będę sam na sam z górami.

Pokłon pierwszy: po narciarsku
Przytraczam śladówki do plecaka i ruszam w górę Peca. Widać, że to typowy narciarski kurort, zimą wszystko tu się kręci dokoła zjazdówek. Tak popularne u Czechów biegówki są w Pecu na dalszym planie. Może przez to, że dokoła raczej strome stoki, mniej tu tras dla biegaczy niż na drugim krańcu Karkonoszy – w Harrachovie czy popularnej miejscowości Rokytnice.
Mijam stoki i wyciągi, docierając pod dolną stację kolejki na Hnědý vrch (1207 m n.p.m.), na którym znajduje się jedna z najnowszych wież widokowych w Karkonoszach. Kanapy kolejki tkwią jeszcze nieruchomo, na stokach pusto. Idealnie przygotowane trasy kuszą do szusowania po dziewiczym sztruksie.
Za żółtymi znakami zbaczam z szosy. Krótki, szybki marsz i wydostaję się na grzbiet. Tu nareszcie można przypiąć narty. Łagodne podejście prowadzi obok Lyžařskiej boudy. Nad schroniskiem widoki zyskują na rozległości. Spomiędzy obwieszonych śniegiem świerków wyłania się Ona. Zaiste, zasługuje na miano Królowej Sudetów. Jej kształtna sylwetka dominuje nad doliną Obři důl, opadając do niej imponującym urwiskiem, pooranym stromymi żlebami.
Świerki stają się coraz rzadsze, a ja wkraczam w strefę kosówki, ledwo co wystającej ze śniegu. Zbaczam trochę ze szlaku, by poszukać wierzchołka Liščí hory (1363 m n.p.m.). Na szczycie pochłaniam chciwie ostre powietrze, słońce i ciszę.
Teraz kolejna przyjemność: łagodny zjazd w stronę Chaty na Rozcesti. Tu szlak skręca na północ. Po płaskim drepczę do kolejnego budynku – Chaty Výrovka. Warto opowiedzieć jej historię, bo jest charakterystyczna dla wielu karkonoskich schronisk. Pod nazwą Tannenbaude funkcjonowała jeszcze w XVIII wieku jako buda pasterska. Dziś trudno w to uwierzyć, ale przed 200 czy 150 laty nieprzyjazne karkonoskie grzbiety były intensywnie
wykorzystywane gospodarczo. Wypas bydła, łąki kośne… Od wiosny do jesieni góry były pełne ludzi i zwierząt, a prym wiedli Niemcy z okolicznych wsi. Z pokolenia na pokolenie, wraz z napływem turystów, miejscowi przestawiali się na bardziej opłacalną obsługę przybyszów, a dawne pasterskie budy przerabiali na schroniska. Kiedy w 1918 roku powstało państwo czechosłowackie, pojawił się problem mniejszości etnicznej, która w tym rejonie… była większością. Napięcie między miejscowymi a Czechami utrzymywało się przez cały okres międzywojenny. Nieprzypadkowo właśnie tu, na miejscu Výrovki, w latach 20. ubiełego wieku wojsko czechosłowackie wybudowało koszary.
Za Výrovką szlak wznosi się w kierunku białego wału. To drugi i trzeci szczyt Karkonoszy – Luční hora (1555 m n.p.m.) i Studniční hora (1554 m n.p.m.), klasyczne śnieżne bałuchy. W porównaniu z wyłaniającą się za nimi Królową wyglądają jak dwie nieforemne ropuchy.

Pokłon drugi: samotny
Z naprzeciwka zjeżdża rolba. Ratrakowaty, gąsienicowy pojazd utrzymuje komunikację niedalekiej Luční boudy z Pecem. Taka zimowa taksówka. Rozrytą gąsienicami rolby drogą osiągam grzbiet Luční hory. Występuje tu nagromadzenie różnych obiektów i pamiątek.
Nieopodal widać pudełkowaty budyneczek kaplicy. Postawiona w 1798 roku na pamiątkę tragicznej śmierci Vaclava Rennera z Luční boudy dziś poświęcona jest różnym ofiarom Karkonoszy. Kawałek dalej znajduje się Rennerův kříž, przypominający śmierć Jakuba, innego przedstawiciela tej zasłużonej dla Karkonoszy rodziny, który 11 kwietnia 1868 roku zabłądził w zadymce i zamarzł – zaledwie 300 metrów od swojego schroniska. Nic dziwnego – na tym monotonnym grzbiecie zgubić się we mgle jest bardzo łatwo, a czytałem, że zdarzają się tu zaspy głębokie na kilka metrów.

(...)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Karkonosze
Czechy, Polska

Zobacz też