Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Reportaż | Przejście dookoła Kotliny Jeleniogórskiej

Satysfakcja zamiast lansu

NPM 12/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Grzegorz Grupiński
Ludzki wąż z czołówkami wije się pod stacją przekaźnikową nad Śnieżnymi Kotłami (fot. Daniel Koszela/www.danielkoszela.pl)
Trasa Przejścia dookoła Kotliny Jeleniogórskiej prowadzi przez Karkonosze, Rudawy, Góry Kaczawskie i Izerskie. To prawie 140 kilometrów. W tym roku na mecie tej niezwykłej imprezy turystycznej zameldowała się rekordowa liczba osób.

W 2004 roku Daniel Ważyński z dwoma kolegami z karkonoskiego GOPR-u zaplanowali obejść całą Kotlinę Jeleniogórską górskimi pasmami. Kontuzje i otarcia stóp sprawiły, że ich próba załamała się na Górze Szybowcowej, po przejściu prawie 100 kilometrów.
8 lutego 2005 roku Daniel zginął w lawinie w kotle Małego Stawu wraz z innym ratownikiem – Mateuszem Hryncewiczem. Ta tragedia zmotywowała ich kolegów do dokończenia planu. Jesienią 2005 roku Maciej Koziński i Mateusz Dejnarowicz dokonali pierwszego przejścia dookoła kotliny. 
Rok później na trasę wyruszyło 16 osób. W kolejnych latach liczba uczestników oficjalnej już imprezy – Przejścia dookoła Kotliny Jeleniogórskiej imienia Daniela Ważyńskiego i Mateusza Hryncewicza – rosła lawinowo. W ostatnich latach w jej programie, oprócz 137-kilometrowej trasy, pojawiły się: 65-kilometrowa trasa Połowy Przejścia, Małe Przejście dla dzieci, zaś dla największych wymiataczy… Bieg całością trasy.
Jednocześnie, co podkreślają uczestnicy, „umasowione” Przejście nie straciło tego, co najcenniejsze – niezwykłej atmosfery. To nie jest impreza sportowa ani okazja do lansowania się wyśrubowanymi wynikami na Endomondo czy Facebooku. Poza Biegiem czasy ukończenia trasy uczestników nie są ani notowane, ani upubliczniane. Chodzi tylko o zaliczenie wszystkich punktów kontrolnych i dotarcie do mety w limicie czasu. Nie ma żadnej klasyfikacji i nagród, więc na trasie ludzie nie rywalizują, lecz sobie pomagają i wzajemnie się wspierają.
Może ta atmosfera sprawia, że dla wielu staje się możliwe to, co wydaje się abstrakcją – przejść cięgiem 65 czy 137 kilometrów. Co roku na metę docierają nie tylko regularnie trenujący „ściganci”, ale także zwykli śmiertelnicy, na co dzień przyspawani do swoich biurek.

Pod gwiazdami
19 września tego roku pod dolną stacją wyciągu krzesełkowego ze Szklarskiej Poręby na Szrenicę melduje się ponad 400 uczestników pieszego Przejścia całości trasy. Wśród nich trójka znajomych: Mariusz, Paweł i Przemo. Przed nimi prawie 140 kilometrów marszu. Nazajutrz w trasę Połowy Przejścia ruszy damska część ekipy: Aneta, Gosia, Madzia, Monika i Ola.
Krótkie przemówienia, minuta ciszy ku czci patronów Przejścia. O godzinie 20 kolorowy tłum rusza w stronę wodospadu Kamieńczyka. Na grzbiecie Karkonoszy panuje już ciemność. I jest pierwsze zaskoczenie: góry, w których prawie zawsze wieje wiatr, witają uczestników absolutną ciszą i perfekcyjną pogodą. Żadnego ruchu powietrza. Niebo usiane dywanem gwiazd, zaś w dole światła Kotliny Jeleniogórskiej.
Ludzki wąż rozciąga się już mocno. Widać to najlepiej na bardziej wybitnych wzniesieniach, jak Łabski Szczyt czy Śmielec. Jasne punkciki czołówek migają w różnych miejscach podejścia.
Chłopaki wpadają na szybką zupkę do schroniska Odrodzenie i ruszają w ślad za czołówkami wspinającymi się pod Mały Szyszak. Dalej, pod Smogornią, ich krokom akompaniują głośne ryki jeleni, dobiegające z ciemnego lasu. Ekipa mija Śląski Dom i trawersuje Drogą Jubileuszową wierzchołek Śnieżki, zamknięty dla uczestników imprezy na prośbę Karkonoskiego Parku Narodowego.

(...)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”