Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Karkonosze

Siedem niespodzianek

NPM 4/2016
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Grzegorz Grupiński
Skały pod Babińcem stały się areną cyrkowych występów (fot. Grzegorz Grupiński)
Wielki fioletowy paluch… To dzięki niemu siedem razy przekonałem się, że z dala od popularnego głównego grzbietu Karkonoszy czeka wciąż tyle fenomenalnych miejsc.

A zaczęło się, jak zwykle, na rodzinnym wyjeździe – szybkim męskim wypadem. Pobudka o ciemnej nocy, gdy żony i dzieci twardo śpią. Kawa, krótka podwózka autem i ruszamy z Mariuszem w górę atramentowego lasu. Na Przełęczy pod Śmielcem porzucamy wszelką nadzieję, bo co prawda jest już jasno, ale nic nie widać. W gęstej mgle i huraganowym wietrze prawie po omacku odnajdujemy najwyższy punkt skalistej piramidki Śmielca (1424 m n.p.m.).
Z ulgą powracamy w dolinę Koralową Ścieżką. Podczas zejścia czuję, że coś dziwnego zaczyna się dziać w moim prawym bucie. To coś rośnie i uwiera przy każdym kroku.
Po powrocie do naszej bazy w Michałowicach dokonuję oględzin stopy.
– Jaki siny… i jaki spuchnięty! – ze zdumieniem oglądam paluch. Przy najmniejszym dotyku boli jak cholera. Nie ma szans na chodzenie w górskich butach. Co ja teraz będę robił do końca wyjazdu?!

Bąki czy poganie?
O dwa numery za duże, pożyczone adidasy jako tako rozwiązują problem. Po południu jestem w stanie podjąć wyzwanie i ruszamy w trzy rodziny na spacer przez „niebosiężny” masyw Drewniaka (672 m n.p.m.). Wlokę się na końcu stawki, za sześciolatkami.
Na szczęście z Michałowic na Złoty Widok blisko. Z krawędzi nieczynnego kamieniołomu z pewną tęsknotą patrzę na ośnieżoną Szrenicę i Wysoki Kamień w Górach Izerskich.
– Trzeba będzie szukać innych, bardziej dostępnych atrakcji w skali mikro – myślę.
Na przykład takich jak Kociołki. To grupa niewielkich skałek na grzbiecie Drewniaka. Idealne miejsce dla dzieciarni, która rzuca się do boulderingu, a co odważniejsi szturmują wnętrze niewielkiej (12 metrów długości) szczelinowej jaskini. Najciekawsze jest tu jednak wyjątkowe skupienie około 30 kociołków wietrzeniowych. Misowate zagłębienia w skałach są wypełnione zgniłymi liśćmi lub wodą.
Od wieków te formy budziły zainteresowanie. Romantycy fantazjowali o pogańskich misach ofiarnych, ale lud znał inną, bardziej przyziemną teorię. Ponoć Kociołki były miejscem odpoczynku dla kobiet znoszących chrust z gór do wsi. Kiedy zmęczone kobiety siadały na skałkach, powietrze nagromadzone w trzewiach podczas dźwigania drewna wydostawało się na zewnątrz pod dużym ciśnieniem. I tak przez całe wieki…
To ciśnienie możemy sobie wyobrazić, wchodząc do największego kociołka. Wymiary (80 centymetrów głębokości, 1,5 metra średnicy) nie mają sobie równych w całych Karkonoszach. Kucając w dwójkę z Anetą, chowamy się w nim prawie cali. I jak tu przyjąć nudne tłumaczenie, że kociołki „wykapała” woda, ściekająca przed milionami lat z wyżej położonych skał?

Góra latającego proroka
Nazajutrz postanawiamy kontynuować podziwianie Karkonoszy z dystansu. W tym celu z małżonką i córkami wybieramy się do Staniszowa pomiędzy Jelenią Górą i Mysłakowicami. We wsi znajdujemy nieco zarośniętą ścieżkę prowadzącą na Witoszę (484 m n.p.m., jedno z najwyższych wzniesień w paśmie Wzgórz Łomnickich).
Ostrożnie stawiam spuchniętą stopę na przyprószonych śniegiem stopniach
 
(…)
 
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”
 
 
 
Grzegorz Grupiński
 
Współpracownik „n.p.m.” i autor wielu artykułów. Górski wszystkożerca – dawniej wyznawca tatrzańskiego monoteizmu, dziś z równym entuzjazmem rzuca się na sudeckie pagóry, alpejskie szczyty i bałkańskie odludzia. Łowca miejsc klimatycznych i mniej znanych, zaś zimą – amator wędrówek na nartach śladowych.
 


Zobacz podobne artykuły

Karkonosze
Polska

Zobacz też