Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Polska | Tatry Wysokie / Rysy

Sztuka cierpliwości

NPM 2/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Habdas
(fot. Tomasz Habdas)
Czy zdarzyło ci się kiedyś zawrócić i zrezygnować ze zdobycia szczytu, o którym zawsze marzyłeś lub marzyłaś? Jeżeli tak, z pewnością wiesz, z jakimi emocjami związana jest taka decyzja. A wiesz, jakie to uczucie, gdy ta sama góra nie wpuszcza cię dwa razy z rzędu? Ja wiem i dlatego też obiecałem sobie, że gdy podejmę trzecią próbą zdobycia Rysów zimą, musi być ona udana.

Jest grudzień 2012 roku. Razem z moim przyjacielem Maćkiem meldujemy się bardzo wczesnym porankiem na Palenicy Białczańskiej i ruszamy w stronę Morskiego Oka. Jestem tak naprawdę drugi raz w życiu w Tatrach zimą (za pierwszym razem zdobyłem Kościelec – 2155 m n.p.m.), ale wierzę Maćkowi, że cel, który wybrał jest dla nas osiągalny i realny. Nigdy wcześniej nie byłem na Rysach, nawet latem. Ale świadomość zdobycia najwyższego szczytu w Polsce o tej porze roku jest wystarczająco motywująca, by stawiać kolejne kroki na asfaltowej ścieżce.
Jednak już na wysokości Czarnego Stawu pod Rysami zaczynam mieć wątpliwości, czy aby na pewno zdążymy zejść do schroniska przed zmrokiem. Niestety, z każdym kolejnym metrem wzwyż moje obawy stają się coraz większe. Zaczyna się dosłownie walka o każdy metr. Torujemy na przemian drogę, brodząc w śniegu, który momentami sięga nam do połowy ud. Oczywiście bardzo spowalnia to nasze wejście, a dodatkowo mocno wyczerpuje. Cały czas spoglądam do góry i widzę, jak daleko jest jeszcze przede mną koniec rysy, którą zazwyczaj przebiega zimowa droga na szczyt.
Powoli zbieram się w sobie, by zaproponować odwrót. Wreszcie około 100 metrów ponad Bulą pod Rysami mówię to na głos. Robimy krótką przerwę. Maciek próbuje mnie przekonać, że wyżej śniegu będzie mniej, że zostało nam około 300 metrów w pionie. Ja jednak mam przeczucie, że on sam nie wierzy już w powodzenie tego wyjścia i wręcz chce, żebym to ja podjął decyzję. Duma nie pozwala mu przyznać mi racji. Dlatego to ja, nie zmieniając swojego stanowiska, stwierdzam, że zawracamy. Rysy zimą muszą poczekać, a ja muszę nabrać większego doświadczenia w zimowych wędrówkach po Tatrach.

Skały w lodzie nie do pokonania
Mijają dwa lata, jest grudzień 2014 roku. Trzy miesiące wcześniej, w trakcie naszego trekkingu po ukraińskich Gorganach, stwierdzamy z Maćkiem, że w tym roku podejmiemy drugą próbę zdobycia Rysów zimą. Wnioski z poprzedniego wyjazdu zostały wyciągnięte. Tym razem przyjechaliśmy dzień wcześniej, by noc spędzić w schronisku nad Morskim Okiem i z samego rana rozpocząć wyjście. Ja dodatkowo wyposażyłem się w lepszy sprzęt, między innymi buty wysokogórskie, własne raki i czekan, więc nie musiałem już ich wypożyczać na miejscu.
Prognozy są dobre, a jedyne, co mnie martwi, to świeży śnieg, który zapewne nie zdążył jeszcze się związać. Nie zważając na to, następnego dnia o szóstej rano startujemy. Szybko i sprawnie osiągamy pułap, który dwa lata temu zakończył naszą przygodę. Ale, niestety, moje obawy się potwierdzają. Śnieg, a w zasadzie puch, jest bardzo świeży i sięga po kolana. I znowu torujemy i brniemy w nim. Poza tym czuję, jak co chwilę moje raki docierają do płaskich skał i nogi, nie mając odpowiedniego punktu podparcia, zjeżdżają kilka centymetrów w dół. Droga rysą okazuje się bardzo trudna.
Docieramy w końcu na około 2300 metrów n.p.m., gdzie zdajemy sobie sprawę, że dalej tą drogą nie pójdziemy. Tak naprawdę nie idziemy już po śniegu, a po skałach, które przy tym nachyleniu terenu nie nadają się do dalszej wędrówki. Dojść tutaj było łatwo. Zejść jednak tą samą drogą, rozkopaną przez nas i pozbawioną wierzchniej warstwy śniegu, nie będzie już tak przyjemnie. Następuje chwila ciszy, która wydaje się trwać wieczność. Jesteśmy w zacienionym żlebie, jest zimno. Ja w myślach wyobrażam sobie, że jestem w schronisku, piję grzane piwo i w tym momencie marzę tylko o tym, by się tam znaleźć. Musimy jakoś zawrócić. Powoli, stawiając krok za krokiem, próbujemy zejść na nieco bezpieczniejszy teren. Teraz polegamy całkowicie na naszych rakach, a konkretnie na tym, że utrzymają nas na przednich zębach, które opierają się na odsłoniętych już głazach.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Tatry Wysokie
Polska

Zobacz też