Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Polska | Bieszczady / Połonina Wetlińska

Tam, gdzie człowiek jeszcze wszystkiego nie zepsuł

NPM 10/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Szymon Matuszyński
(fot. Szymon Matuszyński )
Tam, gdzie człowiek jeszcze wszystkiego nie zepsuł Bieszczady. Najdalej na wschód wysunięte pasmo górskie w Polsce. Zachwycają o każdej porze roku, a dzięki takiemu, a nie innemu położeniu wiele jest w nich miejsc, w których na próżno szukać tłumów ludzi i spragnionych „przygód” pseudoturystów w klapkach i z reklamówką.

Wstyd się przyznać. Choć po górach chodzę od 35 lat, jeszcze nigdy nie byłem w Bieszczadach. Wiele razy się o nich mówiło, mnóstwo razy oglądało zapierające dech w piersiach panoramy i zdjęcia, słuchało niebywałych opowieści ludzi, którzy już je odwiedzili i tam wracali. Nie oszukujmy – swoje zrobił również serial „Wataha”, który w niezwykły sposób uchwycił bieszczadzki klimat, pokazując te góry jako mroczne, pełne tajemnic i pozostawionych bez odpowiedzi pytań.
Żeby była jasność – nigdy nie było tak, że Bieszczady nie wydawały mi się atrakcyjne. Wręcz przeciwnie. Zawsze jednak, kiedy ważyła się decyzja o wyjeździe w góry, padało na inne pasmo, przede wszystkim z powodu odległości, jaką trzeba było pokonać – w moim wypadku najpierw ze Śląska, obecnie z Wrocławia. Nawet dziś, choć podróż znacząco ułatwia autostrada A4, wciąż w Bieszczady jest kawałek, na który poświęcić trzeba większość dnia. Szczególnie, jeśli zabiera się na pokład dzieci.

Inny wymiar urlopu i odpoczynku
W tym roku nadarzyła się jednak okazja pojechania w Bieszczady większą, rodzinną ekipą. Przepiękna kwatera w Strzebowiskach już w pierwszy dzień pobytu położyła nas wszystkich na łopatki. Drewniany domek, weranda, widok na góry, doskonała sierpniowa pogoda. – Oj, będzie się działo – mówię sam do siebie, mając nadzieję, że w ciągu tego (zbyt) krótkiego urlopu uda mi się przynajmniej kilka razy wyskoczyć powyżej 1000 metrów n.p.m.
Okolica jest naprawdę niezwykła. Mniej więcej wiedzieliśmy, czego się po Bieszczadach spodziewać, jednak rzeczywistość przerosła te oczekiwania w kilka sekund. To, co wyróżnia Bieszczady na mapie wszystkich górskich pasm w Polsce, to przede wszystkim brak tak silnie obecnej w innych podgórskich miejscowościach komercji i wgryzającej się głęboko w góry infrastruktury.
Na próżno szukać tu wielkich molochów (jak Gołębiewski w Karpaczu czy Wiśle), tysięcy głupich billboardów, wylewających się na ulicę straganów ze wszystkim. Te ostatnie oczywiście też są. Jest ich jednak na tyle mało i dostępny w nich asortyment jest na tyle spójny z górami i sensowny, że naprawdę nikogo razić nie powinien.
Wreszcie sama natura, zieleń, przyroda, której człowiek na całe szczęście jeszcze nie zepsuł. Ciągnące się kilometrami łąki i oczywiście połoniny, kapitalne lasy, niezwykle intensywna i gęsta zieleń, której nie atakuje ani kornik drukarz, ani człowiek, czy po prostu przemysł. Niezwykłą wartością jest też tragiczna i niezwykle burzliwa historia tych ziem, którą odnaleźć można w nielicznych niestety śladach.
W tych górach można iść przed siebie godzinami i nie spotkać na szlaku nikogo. Tak było np. w trakcie wycieczki na Jasło – ani żywej duszy. Do tego cisza, niezwykła, ciągnąca się kilometrami czy to na słowacką, czy przede wszystkim ukraińską stronę perspektywa. Naprawdę ciężko oddać tę atmosferę słowem. Nie sposób poczuć ją inaczej – tu po prostu trzeba przyjechać.
Bieszczady płaskie i nudne?
Większość moich znajomych, którzy odwiedzili Bieszczady wcześniej, gorąco rekomendowała mi wycieczkę w te strony. Ale znaleźli się i malkontenci, którzy mówili, że one jakieś takie płaskie, bez duszy, że tu nic nie ma. Nie bagatelizowałem i takich opinii, ale coś mi w środku podpowiadało, że będę jednak tymi górami zachwycony i że ukształtowanie terenu pozwoli się jednak nieco zmęczyć, gwarantując przy tym kapitalne widoki. Cóż, miałem rację…
Przyjechaliśmy w Bieszczady z bratem i naszymi rodzinami. W planach wspólnych wypadów był oczywiście bieszczadzki klasyk, czyli runda z Tarnicą (1346 m n.p.m.) i Haliczem (1333 m). Jednak, co wyszło trochę spontanicznie, na pierwszą wycieczkę wybraliśmy położony nieopodal Strzebowisk Smerek (1222 m) oraz jego naturalne przedłużenie, czyli Połoninę Wetlińską (zgodnie z fachową terminologią, powinienem użyć raczej sformułowania, że „Smerek jest przedłużeniem na zachód grzbietu Połoniny Wetlińskiej”).
(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Bieszczady
Polska

Zobacz też