Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Tatry Wysokie

Taras z najpiękniejszym widokiem

NPM 11/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Ewelina Domańska
Widok z Przełęczy na stronę słowacką, czyli Dolinę Hińczową. Można stąd zobaczyć Koprowy Wierch, Grań Baszt, grzebień Soliska, a nawet Krywań (FOT. Ewelina Domańska)
Co to za szlak, który prowadzi na przełęcz i nigdzie dalej? I jeszcze trzeba wracać tą samą drogą! Człowiek do satysfakcji potrzebuje szczytów. Lecz gdyby tak dodać, że to drugi po Rysach najwyższy punkt w Polsce dostępny znakowanym szlakiem turystycznym, a trasa należy do najtrudniejszych w Tatrach, to od amatorów mocnych wrażeń powinno się zaroić. Czy jest tak w rzeczywistości?

Może wybralibyśmy się na Przełęcz pod Chłopkiem? – rzucam mimochodem po powrocie z pracy. – Jutro mam wolny dzień, a zapowiada się ładna pogoda.
– Dobry pomysł, dawno tam nie byłem – odpowiada mój chłopak, Piotrek, i tym samym powstaje plan na kolejny dzień. Po godzinie jednak kolejna uporczywa myśl nie daje mi spokoju.
– A może pojechalibyśmy już dzisiaj? Przenocujemy w Moku, a na szlak ruszymy skoro świt – i, nie czekając na odpowiedź, chwytam za słuchawkę. Już po chwili mamy zarezerwowany nocleg.
Za to właśnie kocham czas po sezonie! Nie dość, że jesień w Tatrach jest przecudowna kolorystycznie, to jeszcze na szlakach nie ma tłumów, a w schronisku można się normalnie, po ludzku przespać – bez czyhania na wolne miejsca czy rezerwowania ich z wielotygodniowym wyprzedzeniem. Po kilkunastu minutach jesteśmy spakowani i gotowi do podróży. Jeszcze tylko zajeżdżamy do sklepu po zapasy żywności i już kierujemy się na drogę Oswalda Balzera, by obrać kurs na Łysą Polanę.

Fiakrów i biletów brak
O tej porze roku szybko robi się ciemno i do Palenicy Białczańskiej docieramy o zmroku. Zostawiamy auto na parkingu i ruszamy na znienawidzony przez wszystkich dziewięciokilometrowy wyasfaltowany odcinek drogi, po którym zwykły turysta może poruszać się pieszo bądź, po uiszczeniu 50 zł opłaty, zaprzężonym w konie fasiągiem. Ta druga opcja wywołuje wiele kontrowersji, zwłaszcza w kręgach osób szczególnie wrażliwych na los zwierząt wykonujących ciężką pracę, by przewieźć turystów, często nie najszczuplejszych, na wysokość około 1315 m n.p.m. To tu, 325 metrów powyżej Palenicy, znajduje się parking na Włosienicy, kończący ten uprzywilejowany odcinek trasy. Dalsze półtora kilometra wszyscy muszą pokonać na własnych nogach, jeśli chcą dotrzeć nad upragnione Morskie Oko. Słyszałam jednak, że zdarzają się turyści, którzy rozczarowani faktem, iż pomimo opłaty mają jeszcze gdzieś iść, w ramach buntu kończą swą górską podróż właśnie na Włosienicy, gdzie jadłodajnia i stoliki, prawie takie same jak nad słynnym stawem, skutecznie umilają tę niedokończoną wyprawę.
My pomocy zwierząt nie potrzebujemy i zdecydowanie wybieramy opcję pieszą. Ale i tak gdyby późnym popołudniem znalazł się tu jakiś amator przejażdżek z góralem i koniem, odszedłby z kwitkiem, gdyż po zmroku te usługi nie są świadczone. Koni, fiakrów, a nawet pracowników TPN pobierających opłaty za bilety wstępu brak. Daje się również zauważyć, że kierunek marszu większości uczestników ruchu na drodze jest zgoła odmienny od naszego. Szczególnie wyraźnie rzuca się to w oczy w pobliżu Wodogrzmotów Mickiewicza, gdzie trasa wyraźnie zakręca, ukazując przed nami rozświetloną latarkami pielgrzymkę, która wygląda niezwykle malowniczo na odległych, skąpanych w mroku serpentynach drogi. Kiedy mijamy wszystkie grupy, wędrujące w stronę Palenicy, robi się dużo ciemniej, więc i my wyciągamy czołówki, by w ich świetle pokonać dalszą część Doliny Rybiego Potoku.
Po półtoragodzinnym spacerze wchodzimy do głównego budynku schroniska. Meldujemy się, płacimy i kupujemy coś do picia. Choć bar oficjalnie jest już
zamknięty, to dla nocujących w schronisku zakup towaru nigdy nie był i wciąż nie jest problemem. Na nocleg udajemy się do starego schroniska, które odpowiada nam dużo bardziej zarówno pod względem klimatu, jak i ceny. To o nim w samych ciepłych słowach pisał między innymi Andrzej Wilczkowski w swojej słynnej książce „Miejsce przy stole”.

(...)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też