Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Widziane z gór | Dominik Szczepański

Tęsknię za Czapkinsem

NPM 3/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Dorota Rakowicz
()
Dominik Szczepański, autor książki „Czapkins. Historia Tomka Mackiewicza”

Ochłonąłeś już po premierze głośnej w końcu książki o Tomku Mackiewiczu?
Ten rynek działa tak, że intensywnie pracujesz przez rok, a kiedy kończysz, jest premiera i zaczynają się spotkania. Miałem tydzień, by odpocząć. Pojechałem na Cypr, żeby połazić z plecakiem, ale okazało się, że trafiłem na najgorszą pogodę od 13 lat. Cały czas padało, więc w zasadzie nie odpocząłem. A spotkania, które teraz trwają, są trudne.

Dlaczego?
Wydaje mi się, że nie ma wielu książek, w których pisze się o kimś, kto zmarł zaledwie rok wcześniej. Jest to szczególny rodzaj literatury. Trudno więc czasem cieszyć się z tych spotkań, bo one są przeważnie dość smutne. Z drugiej jednak strony, znając Tomka, pewnie chciałby, żeby podczas wspomnień było po prostu fajnie i wesoło. Na razie więc odczuwam dysonans.

Rozmowa z Eli była bardzo trudna

To już Twoja czwarta książka po Nandze Parbat, Olku Dobie i wspólnym przedsięwzięciu z Adamem Bieleckim, ale pierwsza wspomnieniowa. Co było w tym przypadku dla Ciebie najtrudniejsze?
Wymienię dwie rzeczy. Po pierwsze, wielu osobom nie było łatwo ze mną rozmawiać. Przychodzi ktoś obcy lub prawie obcy i wypytuje o intymne rzeczy. Trudne było znalezienie przestrzeni, w której wszyscy czujemy się komfortowo. A więc gdy ja stawiam pytania, które chcę i powinienem zadać, ale też nie przesadzam i nie naciskam. Pytanie: gdzie jest ta granica?
Na pewno bardzo trudna była rozmowa z Elisabeth Revol. Odbyła się ona w lipcu, a więc pół roku po wydarzeniach na Nandze, i po Eli widać było, że jest jeszcze rozbita tym, co się stało. Mimo to nasze spotkanie miało dwa odcienie. Pierwsze godziny były bardzo wesołe, bo Elisabeth opowiadała, jak poznała Tomka w Chilas w zadymionym pokoju, gdy Czapkins pospiesznie chował papierosa za siebie. Opisywała, jak później szedł pod Nangę. Pot się z niego lał, twarz była czerwona, ale on uspokajał, że tylko potrzebuje chwilkę, by się przystosować do tego, że jest w nowym miejscu.
Później jednak Elisabeth zaczęła mówić o ich ostatniej wyprawie. Od początku podkreślała, że w trakcie tej ekspedycji był inny. Nie odzywał się, nie uśmiechał jak wcześniej. Potem zatruł się w bazie i sądził, że ktoś go otruł. Aż w końcu wspominała ich ostatnią rozmowę na szczycie... Te ostatnie godziny naszego spotkania były bardzo trudne, bo chyba sama zastanawiała się jeszcze, jak dużo chce powiedzieć. Mam tak naprawdę wrażenie, że ona to zrobiła, bo nie chciała, by pamięć o Tomku się zatarła. Dlatego też Eli pojawiła się na kilku festiwalach w Polsce. Tomek przecież zrobił to, choć częściowo, czego chciał. Stanął na Nandze.

Na pewno rozmowy z Anią, żoną Tomka, także nie były łatwe.
Tak, z Anią mieliśmy nieustanny kontakt. Myślę, że to łącznie setki przegadanych godzin w trakcie spotkań, ale także za pomocą komunikatorów. Dodatkowo Ania przekazała mi pamiętniki po Tomku, nagrania, ich korespondencję, swoje wspomnienia o nim. Wszystko w zaufaniu, że ja z tego skorzystam najlepiej, jak będę umiał.
(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też