Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Wszystko ma swój czas

NPM 4/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
(fot. Paweł Uchorczak)
Wojciech Szymański, lider zespołu Dom o Zielonych Progach i twórca projektu „W górach jest wszystko co kocham”

Czy masz chorobę morską?
Nie, a dlaczego?

Bo w górach jest wszystko co kochasz...
Płynąłem kilka razy promem i nie miałem żadnych dolegliwości. Bardziej cierpiał mój pies, który za dużo zjadł przed rejsem.

Ale morza nie lubisz?
Przyznaję, że niezbyt, bo za dużo w nim wody... (śmiech). Ale pływać lubię. Wakacje często spędzam z dziećmi i przyjaciółmi na jeziorach i rzekach.

A mieszkasz w górach?
Nie, na skraju Puszczy Domaszczyńskiej, głęboko ukrytej pod Wrocławiem. Nie znajdziesz jej na żadnej mapie. Kocham to miejsce.

Czyli nie wszystko, co kochasz, jest w górach?
No nie, ale w zasięgu ręki mam pasmo Gór Kocich, przepięknych i nikomu nieznanych. Uwielbiam tam biegać na nartach, po pustych szlakach, których w zasadzie nie ma. Dawnymi czasy, gdy w zimie leżał śnieg, spędzałem w Górach Kocich każdą wolną chwilę.

Z psami?
Tak, z Urkiem, dziś już dziewięcioletnim owczarkiem niemieckim. A obecnie mam też dziewięciomiesięcznego Henryka tej samej rasy.

Wszystkie góry kochasz tak samo, czy niektóre bardziej od innych?
Najbliższy jest mi Beskid Niski i pozaszlakowe doliny w Bieszczadach. Lubię te góry, w których nie ma dużo ludzi. Z tej przyczyny od dawna nie byłem w Tatrach. Piękne widoki z ich grani oglądam w sieci, z upodobaniem uprawiam tam turystykę internetową... (śmiech).

Udawałem kogoś innego

Lubisz puste góry, a równocześnie grasz dla publiczności, więc na co dzień chyba nie unikasz ludzi?
Wszystko we właściwych proporcjach. Niekiedy wręcz czuję dyskomfort, gdy w górach jestem rozpoznawany i nie mogę anonimowo usiąść w schronisku, czy przejść się szlakiem. Nie czuję się i nie jestem gwiazdą, lecz wolnym obywatelem gór, jak każdy inny turysta. Dlatego zazwyczaj wybieram miejsca odludne. Miło wspominam czas, gdy internet nie rozpowszechniał wizerunków i gór... (śmiech). Zdarzało mi się wówczas udawać kogoś innego.

W jaki sposób?
Pamiętam kilka takich sytuacji, gdy grałem po cichu gdzieś w kącie schroniska, a ktoś podchodził i prosił o piosenkę z repertuaru... Domu. Zwykłem odpowiadać wówczas, że akurat tych utworów nie znam, ale znam inne... (śmiech). Teraz by to już nie przeszło, lecz rozpoznawalność uważam za dowód sympatii. Jest dla mnie dobrem koniecznym.

(...)


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też