Poprzedni temat «» Następny temat
Beskid Niski
Autor Wiadomość
lorensik


Skąd: z magazynu
Wysłany: 2011-05-17, 23:45   

hej !
Jestem nowa na forum, ale stała czytelniczka n.p.m ;-)
Widzę że gadacie o Beskidzie Niskim a ja w pobliżu mieszkam, bo jestem spod Krosna.... Bardzo lubię Beskidy, ale przyznam szczerze że nie byłam na Lackowej.... wstyd nie? :-/
Mam zamiar sie poprawic... Jesli chcecie mnie trochę poznać to zapraszam na mojego bloga gdzie piszę o górach i nie tylko....Widze że będę tu zaglądać, bo mi się spodobało...
www.ntylkogory-karla.blogspot.com
 
     
cthulhu 


Wiek: 34
Skąd: Tarnów
Wysłany: 2011-09-30, 10:31   

Idąc za przykładem niektórych forumowiczów zacząłem pracować nad własną stronką (a jakże by inaczej na początku w weebly , chociaż na joomli powstaje drugi bliźniaczy serwis :-P )

Z braku czasu oraz pracą nad stroną zamieszczam lekko spóźnioną relację) Ponieważ strona ciągle w budowie, póki co do zdjęć będzie trzeba wchodzić z osobnego linka.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------

Beskid Niski – cerkwie, cmentarze, chyże łemkowskie i inne klimatyczne miejsca cd.



Data: 14.08.11 – 15.08.11
Ekipa: Ewa, cthulhu
Zwiedzane miejsca: Kunkowa, Leszczyny, Nowica, Przysłup,

Kolejny długi weekend jak zwykle został okrojony tylko do dwóch dni. Nie namyślając się długo, znowu jedziemy w Niski. Jak się okazuję jest to wybór trafny. Podczas gdy na zakopiance tworzą się kilkudziesięciokilometrowe korki my wędrujemy pustymi szlakami przez łemkowskie wioski. Cel – chyże na trasie Łosie –Magura Małastowska oraz spotkanie części formowego bractwa w tamtejszym schronisku.

relacja

zdjęcia
 
     
cthulhu 


Wiek: 34
Skąd: Tarnów
Wysłany: 2012-04-22, 14:17   

Beskid Niski – cerkwie, cmentarze, chyże łemkowskie i inne klimatyczne miejsca cd.



Data: 14.04.2012
Ekipa: Daniel, cthulhu
Przebyta trasa: Izby – Przełęcz Beskid – Lackowa – Ostry Wierch – Biała Skała – Przełęcz Prehyba – Bieliczna - Izby

W rozpisce szczytów należących do Korony Gór Polskich, która wisi u mnie na ścianie obok monitora, liczba porządkowa nr. 15 wciąż pozostawała niepodkreślona. Liczba numer 15 była przypisana Lackowej – górze, której strome podejście stało się już legendą. Słynna „ściana płaczu” budziła we mnie niepokój, ciekawość a przede wszystkim chęć jej „zaliczenia”. Przygotowani na najgorsze, wspólnie z Danielem postanowiliśmy w końcu wspiąć się na ten najwyższy, leżący po polskiej stronie szczyt Beskidu Niskiego.


Stojąc przy drogowskazie na rozstaju dróg w miejscowości Izby, skąd będzie się zaczynała dzisiejsza nasza wędrówka, zastanawiamy się nad precyzyjnością naszych map. Niebieska ścieżka rowerowa, która ma nas zaprowadzić pod przełęcz Beskid, w ogóle nie ma pokrycia z trasami na mapie i w przewodniku. Według mapy trasą oznakowaną na niebiesko skierowaną na zachód doszlibyśmy w okolice Mochnaczki, natomiast by dojść pod przełęcz musimy się trzymać lewej, nieoznaczonej na mapie drogi. Najwidoczniej szlaki w terenie musiały zostać niedawno naniesione, droga do Mochnaczki wiedzie teraz zieloną ścieżką rowerową, a na przełęcz Beskid niebieską.

Chowamy mapy i przez malownicze łąki dawnego PGR-u, ruszamy w kierunku Lackowej, jedynej samotnej góry znajdującej się w naszym polu widzenia. W niecałe 20 minut dochodzimy do zalesionej przełęczy. Nie ma tutaj żadnych drogowskazów, poza granicznymi słupkami i tabliczką informującą, że za nimi jest już ziemia słowacka. Trochę zdziwieni, że jesteśmy już na przełęczy, do której według mapy powinniśmy wędrować ok.45 minut skręcamy w lewo o 90 stopni na słabo widoczną, ale biegnącą wzdłuż granicy ścieżkę. Po chwili docieramy do niewielkiej polany, za którą podejście zwiększa swe pochylenie. Wiedzieni instynktem, że to najprawdopodobniej zaczyna się finałowe podejście, które lżejsze już nie będzie, wykorzystujemy zwalone na polanie pnie by odsapnąć i posilić się. Według przewodnika czas przejścia z przełęczy Beskid (644m.n.p.m.) na Lackową (997m.n.p.m.) to ok.1,5h. Biorąc pod uwagę, że w Beskidzie Niskim nawet w lecie jest błoto, a w miniony tydzień trochę padało zastanawiam się czy nasze podejście na szczyt nie okaże się dłuższe.,.. a może w ogóle będzie niemożliwe do wykonania. Daniel zakłada stuptuty, a ja staram się dopatrzyć czegoś ciekawego na horyzoncie. Chociaż drzewa nie pokryte jeszcze listowiem nie utrudniają obserwacji, na jakieś zapierające dech w piersiach panoramy nie mam co liczyć. W oddali jedynie pod zaciągniętym szarymi chmurami niebem, majaczą się delikatnie pagóry Beskidu Sądeckiego.

Kończymy postój i z werwą ruszamy pod górę. Na drzewach od czasu do czasu widać wyblakły szlak czerwony oraz zamalowany popielatą farbą dawny szlak zielony. Po paru minutach dochodzimy do stromego podejścia. Słynna „ściana płaczu” we wczesnowiosennej aurze, przykryta jest warstwą ubiegłorocznych liści, z pomiędzy których przebijają się różnej wielkości skałki i korzenie. Na szczęście nie ma błota. Skracamy kijki i zaczynamy wspinaczkę. Według przewodnika pochylenie tutaj sięga do 30 stopni.


Początek drogi w Izbach


Ściana płaczu


Wspomniane skały i korzenie ułatwiają bezpieczne oparcie stopy, ale od czasu do czasu wspinaczkę wspomagam rękami by przytrzymać się sąsiednich drzew. Ponieważ przy tym pochyleniu od twarzy do podłoża daleko nie jest, uwagę moją przykuwają małe niepozorne białe kwiatki. Zielono-białe kępki, prawdopodobnie przebiśniegów rozsiane po całym zboczu, wnoszą swym kolorytem radośniejszy nastrój w tym ponurym otoczeniu. Po około 15 minutach jestem już na grzbiecie. Stąd do szczytu parę minut spokojnego marszu. Powykręcane, ogołocone z liści, pokryte wielkimi hubami buki oraz zwalone stare drzewa co krok karzą mi się zatrzymać, by przyjrzeć im się z bliska. Być może Beskid Niski nie posiada imponujących wzniesień, a co za tym idzie zapierających dech w piersiach widoków, przez co pozostaje on w cieniu sąsiednich pasm. Jednak niekwestionowanym dla mnie atutem jest jego las. Ten milczący świadek historii ilekroć jestem w tym paśmie wprowadza mnie w dziwny nastrój, który nie w sposób opisać słowami. Niezależnie od pory roku ten las pozostaje dla mnie jakimś symbolem niewysłowionej rzeczywistości metafizycznej.






Las na Lackowej

Gdy docieram do szczytu, na którym od dłuższej chwili znajduje się już Daniel do rzeczywistości sprowadzają mnie dwie tabliczki: słowacka – Lackova 996 m.n.p.m, oraz nasza – Lackowa 997 m.n.p.m. Tabliczka słowacka, chociaż już trochę podniszczona zębem czasu, wygląda przyzwoicie, a widniejące pod nią czasy przejść do pobliskich punktów ciągle ułatwiają wędrówkę turyście. Nasza, polska – normalna deska, rzekłbym z boazerii przybita do drzewa, opisana pisakiem (hmmm, a może pędzlem). Bez żadnych czasów przejść, zwieńczona niechlujnie niebieskim daszkiem, którego konstrukcja jest tylko imitacją daszka, wywołała w nas falę wzburzenia i ironii. Jeśli jakaś instytucja zadała sobie tyle trudu by zlikwidować szlak zielony, poniosła koszty farby i robocizny to niezrozumiałym wydawał się być fakt czemu nie poszli za ciosem i na szczycie konkretnej tabliczki nie zamontowali.

Po półgodzinnej przerwie na szczycie ruszamy dalej. Wciąż płaskim grzbietem Lackowej podążamy granicznym szlakiem. Po chwili szlak skręca o 90 stopni w lewo i zaczyna i się strome zejście ku przełęczy Pułaskiego(743 m.np.m), a z niej podobne podejście na szczyt Ostrego Wierchu (930 m.n.p.m.). Czas przejścia z Lackowej na Ostry Wierch trwa około 45 minut. Na szczycie skręcamy w lewo na żółty szlak, gdzie po około 20 minutach marszu płaskim grzbietem Białej Skały dochodzimy ku przełęczy Perehyba. Na samej przełęczy trwa wycinka lasu. Dzięki uwolnionej od drzew przestrzeni w oddali, po prawej stronie widać zabudowania miejscowości Ropki. Do Ropek doszłoby by się kontynuując wędrówkę szlakiem żółtym. My chcąc trafić z powrotem do Izb, na rozstaju dróg skręcamy w lewo. Początkowo podążamy zgodnie z nowopowstałą niebieską ścieżką rowerową, ale przy pierwszej przecince drzew po lewej stronie drogi schodzimy z niej. Wychodzimy na skraj lasu i, mimo iż to pochmurny kwietniowy dzień rozwalamy się na trawie by leniwie kontemplować widoki. Przed nami rozległa dolina Białej, nad którą panuje Lackowa. Zza Lackowej wyłaniają się dwa szczyty. W ciemno zakładamy, że to musi być Busow (1002 m.n.p.m) i sąsiadująca z nim Pivnica (858m.n.p.m). Chociaż wiosna nie uderzyła jeszcze w pełni swymi kolorami, bardzo łatwo wyobrazić sobie jak przepięknie musi tu być w maju. Przypomina mi się dolina Regietówki. Do grona najbardziej malowniczych dolin Beskidu Niskiego, których pierwsze miejsce okupowała Regietówka, dołącza teraz dolina Bielicznej.


Lackowa


Pivnica i Busov?

Niestety po tej dawnej łemkowskiej wsi, opuszczonej przez mieszkańców w wyniku powojennych wysiedleń ostała się jedynie samotna cerkiewka oraz niewielki cmentarz. Zakładając, że oba miejsca muszą znajdować się za pobliskim zagajnikiem, niewyraźną ścieżką, na przełaj przez ściernisko schodzimy w dół doliny. Nie mylimy się. Za laskiem białe mury cerkwi p.w. św Michała Archanioła, oraz kamienne krzyże przycerkiewnego cmentarzyka. Ta jedna z nielicznych w tym rejonie murowanych cerkwi, została zbudowana pod koniec XVIII. Popadając przez lata w ruinę na szczęście w 1985 roku została odbudowana. W okolicach poza nami ani żywego ducha, a jak się okazuję drzwi do cerkwi otwarte. W środku dosyć ubogo. W miejscu klasycznego ikonostasu wisi jedynie obraz patrona świątyni, a białe ściany przyozdabiają malutkie obrazy świętych.




Bielczna


Wnętrze cerkwi

Ponieważ nad głowami coraz ciemniejsze chmury, z których zaczyna siąpić deszcz, szutrową drogą ruszamy do niedalekich Izb. Po paru minutach ponownie wchodzimy na niebieską ścieżkę, którą opuściliśmy pod przełęczą. Dwukrotnie, ale bez przeszkód przeprawiamy się przez koryto Białej, mijamy wypas bydła, w którym każda sztuka jest czarna by wreszcie na głównej drodze Izb zamknąć pętle naszego dzisiejszego wypadu. Zdążyliśmy w samą porę bo właśnie się rozpadało na dobre. Czas całej wyprawy łącznie z długimi odpoczynkami wyniósł 5,5 godziny.








Izby


Zaczerpnięte wcześniej informację o Lackowej jak i jej katorżniczym zachodnim podejściu okazały się mocno mylące. Przez długie lata niepotrzebnie karmiły moją wyobraźnię czyniąc z tej góry, górę o randze nieosiągalnej dla zwykłego śmiertelnika. Pełny obaw o warunki pogodowe na szlaku jak i o kondycje fizyczna po półrocznej nieobecności w górach, postanowiłem wreszcie uzupełnić moją KGP o szczyt Lackowej. Jak się na miejscu okazało moje obawy były bezpodstawne. Samo podejście trwało około 20 minut i stanowiło atrakcyjną odskocznie od niewiele wymagających podejść Beskidu Niskiego. Już wiem, że po tym kwietniowym relaksie w Niskim dosyć szybko tam wrócę. Niech tylko się zazieleni…

Czasy przejść:

Izby– Przełęcz Beskid, niebieski szlak rowerowy,  20 min
Przełęcz Beskid – Lackowa czerwony szlak, 1h
Lackowa – Ostry Wierch , czerwony szlak, 45min
Ostry Wierch – Przełęcz Perehyba, żółty szlak25min
Przełęcz Perehyba – Bieliczna – Izby , szlak niebieski rowery, nieoznakowana ścieżka 1h,

więcej zdjęć
_________________
"Wicher silne drzewa głaszcze,hej..."
http://sakartvelo.com.pl/
http://zielonymszlakiem.weebly.com/
 
     
Hoffi 
Zapalony górołaz


Skąd: Poznań
Wysłany: 2012-04-22, 19:44   

Jak zawsze przyjemnie czyta się Twoją relację cthulhu.

Masz rację, że podejście od zachodu na Lackową to nie Rysy z Moka, ale przy padającym deszczu i z ciężkim plecakiem po dłuższej wędrówce (np. z Krynicy czy z Jaworzyny Krynickiej) potrafi dać w kość.

Wracają wspomnienia z poprzedniej Majówki, kiedy oglądam zdjęcia znad Bielicznej. Sama cerkiew - warto wspomnieć - stanowi świetne schronienie przed deszczem i może posłużyć jako awaryjny nocleg.
_________________
Pozdrawiam, Hoffi
Dwoje wędrowców
"Życie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiesz, co Ci się trafi..."
 
     
Lidka K. 
wiek: 45


Skąd: Kujawy
Wysłany: 2012-04-23, 10:28   

Cytat:
niekwestionowanym dla mnie atutem jest jego las.

sól ziemi czarnej, nie tylko w B.Niskim :-) A swoją drogą to jest to pierwszy opis wejścia na Llackową, który "nie straszy" ;-) Dziękuję
_________________
Stanowczo świat na dobre mi zbieszczadział :-)
 
     
Red-Angel 


Wiek: 23
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2012-04-23, 10:46   

Bardzo przyjemnie się czytało ta relację :-)

A, że cerkiew jest otwarta na tym odludziu, to mnie trochę zdziwiło. Zazwyczaj wszystko jest zamykane, by tego nikt przypadkiem nie zobaczył ;-)
_________________
Moja galeria na Picasie

www.goryponadchmurami.pl
 
     
Hoffi 
Zapalony górołaz


Skąd: Poznań
Wysłany: 2012-04-23, 10:48   

Red-Angel napisał/a:
Bardzo przyjemnie się czytało ta relację :-)

A, że cerkiew jest otwarta na tym odludziu, to mnie trochę zdziwiło. Zazwyczaj wszystko jest zamykane, by tego nikt przypadkiem nie zobaczył ;-)


I jak na razie nikt wnętrza tej pięknej świątyni pomimo otwartych drzwi nie zniszczył, a sam byłem świadkiem że napotkana dwójka plecakowców spędziła tam noc i można po sobie zostawić wszystko w najlepszym porządku.
_________________
Pozdrawiam, Hoffi
Dwoje wędrowców
"Życie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiesz, co Ci się trafi..."
 
     
cthulhu 


Wiek: 34
Skąd: Tarnów
Wysłany: 2012-04-24, 06:44   

Hoffi napisał/a:
Red-Angel napisał/a:
Bardzo przyjemnie się czytało ta relację :-)

A, że cerkiew jest otwarta na tym odludziu, to mnie trochę zdziwiło. Zazwyczaj wszystko jest zamykane, by tego nikt przypadkiem nie zobaczył ;-)


I jak na razie nikt wnętrza tej pięknej świątyni pomimo otwartych drzwi nie zniszczył, a sam byłem świadkiem że napotkana dwójka plecakowców spędziła tam noc i można po sobie zostawić wszystko w najlepszym porządku.


na początku myślałem, że otwarta była z racji Świąt Wielkanocnych ;-)
_________________
"Wicher silne drzewa głaszcze,hej..."
http://sakartvelo.com.pl/
http://zielonymszlakiem.weebly.com/
 
     
marcogor 
górołaz

Wiek: 42
Skąd: Gorlice
Wysłany: 2012-04-25, 22:41   

No podejście na Lackową, byłem w końcu od tej stromszej strony, zapraszam do obejrzxenia nowych fotek i relacji z dwudniowej wyrypy beskidzkiej..Drugi dzień wyrypy beskidzkiej już jest.

Od administracji: Kolejna reklama bloga. Link został usunięty. Jeśli chcesz dodać coś od siebie na Forum - proszę to robić w wątku, a nie ograniczać się do wklejania kolejnych linków reklamujących (pozycjonujących) blog.
Ostatnio zmieniony przez Marcin K-G 2012-04-26, 10:24, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
cthulhu 


Wiek: 34
Skąd: Tarnów
Wysłany: 2012-11-11, 19:58   

Beskid Niski – cerkwie, cmentarze, chyże łemkowskie i inne klimatyczne miejsca cd.



Długo wyczekiwany powrót na szlaki mojego ulubionego Beskidu. Planowana samotna wędrówka w listopadowej wietrznej i ponurej aurze, z racji słonecznej pogody i niespodziewanego towarzysza zamienia się w sielankowy niedzielny jesienny spacer. Mimo tych sprzyjających warunków Beskid Niski po raz kolejny usypia moją czujność wprowadzając mnie na manowce.

Przebyta trasa: Uście Gorlicke, Kwiatoń – Skwirtne – Regietów – Kozie Żebro - Kwiatoń

Zasłuchany w radiowa audycję Wojciecha Manna, którego gust muzyczny umila mi podróż, o mało co nie przegapiam pierwszego, dzisiejszego celu. Wojskowy cmentarz nr. 57 w Uściu Gorlickim. Leży on przy głównej drodze, ale wtopiony w większy parafialny cmentarz może zostać przeoczony. Szczególnie gdy z głośników leci unikatowy koncertowy kawałek dorsów, trwający dokładnie jedną minutę i dwadzieścia dziewięć sekund. Po skończeniu liczenia i naturalnie odsłuchania numeru, opuszczam samochód. Rześkie, zimne powietrze automatycznie wypełnia me płuca. Na błękitnym niebie nieduże białe chmury i rozmyte pozostałości po samolotach. Nie jest to listopadowa mroczna aura, ale też jest przyjemnie. Bardzo przyjemnie. Koncentruje się na cmentarzu. Pochowano tutaj 13 żołnierzy armii rosyjskiej i 46 armii austro-węgierskiej. Projekt Dusana Jurkowicza. W porównaniu do imponującej Rotundy autorstwa tego samego pana, cmentarz w Uściu Gorlickim nie wyróżnia się niczym szczególnym poza blaszanymi daszkami wieńczącymi krzyże.



Dalej w centrum przy rondzie otoczona kamiennym murem i kilkoma drzewami znajduje się drewniana greckokatolicka cerkiew pw. Św. Paraskewy. Trójdzielna konstrukcja, ściany pokryte czarnym gontem, blaszany dach i wieżyczki z imitacjami latarenek klasyfikują budowlę do świątyń typu zachodniołemkowskiego. Jej powstanie datuje się na 1786 rok. Ku mojemu zaskoczeniu drzwi są otwarte. W środku odbywa się nabożeństwo w obcym mi języku. Ni to ruski, ni słowacki, coś jakby pomieszanie ich obu. Po nabożeństwie czekam cierpliwie aż większość opuści świątynie i zaczynam zwiedzanie, uwieczniając wnętrze na fotografiach. Uwagę przyciąga pełny ikonostas, ścienne polichromie i wyjątkowe płaskorzeźby, na cokole po obu stronach carskich wrót. Płaskorzeźby przedstawiają Adama i Ewę oraz proroków. Są one wyjątkowe i rzadko spotykane ponieważ dawny kościół wschodni nie uznawał rzeźby figuralnej.










Po wizycie w Uściu Gorlickim wsiadam do samochodu i zmierzam do Kwiatonia oddalonego od Uścia zaledwie 4 kilometry. Tam czeka na mnie cerkiewna wizytówka Beskidu Niskiego – dawna greckokatolicka cerkiew pw. Św. Paraskewy. Zatrzymuje się przy cmentarzu, ale zanim swe kroki swoje skieruję pod słynną cerkiew, wracam się do niewielkiej budowli sakralnej, którą mijałem jakieś 100 metrów wcześniej. Dwudzielna drewniana konstrukcja, z dwuspadowym blaszanym dachem, usytuowana przy głównej drodze to również cerkiew. Tyle, że prawosławna. Cerekiew pw. jakże by inaczej Św. Paraskewy tyle, że Serbskiej wybudowana została w 1933r. Jeśli chodzi o walory architektoniczne; jej toporna i nieciekawa bryła, w przeciwieństwie do swej smukłej konkurentki; w rankingu najpiękniejszych cerkwi plasowałaby obie cerkwie na przeciwległych biegunach. Jednak jeśli chodzi o rzeszę skupianych wiernych, to mała cerkiew w chwili obecnej króluje nad swą starszą siostrą. Otaczające ją samochody i religijne inwokacje dochodzące zza ścian świadczą o tym, że w środku odbywa się niedzielne nabożeństwo. Usprawiedliwiony tym robię tylko parę fotek świątyni z zewnątrz i prędko udaję się ku głównej atrakcji dzisiejszego dnia.

Przede mną jedna z najpiękniejszych cerkwi, a kto wie, może i drewnianych konstrukcji Polsce. Nie ma udokumentowanej dokładnej daty jej powstania. Różnorakie źródła szacują, że wybudowano ją w drugiej połowie XVII wieku. Znana jest natomiast data cerkiewnej wieży, odszukanej na jednej z belek konstrukcji – 1743r. Nie wiadomo czy jest to data zbudowania czy remontu wieży, ale jedno jest pewne. Jest to najstarsza datowana wieża z łemkowskich cerkwi. Cerkiew standardowo trójdzielna, a każda z brył na planie kwadratu zwieńczona osobnym dachem. Całość (poza częścią izbicy) pokryta jasnobrązowym gontem. Ponieważ jej drzwi są zamknięte, pozostaje mi jedynie podziwianie misternych, pieczołowicie wykonanych drewnianych detali cerkwi.











Kwiatoń jako jedna z nielicznych wiosek Beskidu niskiego może poszczycić się posiadaniem dwóch położonych niedaleko siebie cerkwi: prawosławnej i greckokatolickiej. (chociaż w chwili obecnej dawna greckokatolicka cerkiew służy teraz jedynie jako pomocniczy kościół parafii rzymskokatolickiej w Uściu Gorlickim)

Wracam do samochodu i zakładam plecak. Jest 10 minut po południu i pora zacząć pieszą wędrówkę. Kieruję się asfaltem w stronę Swkirtnego. Ledwo przebyłem parę metrów gdy obok mnie, nie wiem skąd pojawia się pies. Czarny, jamnikowaty kundel. Taki wesoły typ, z wiecznie otwartą paszczą i merdającym ogonem, muszący być w ciągłym ruchu. Po niedługim czasie mijając dwie przydrożne kapliczki dochodzę do rozwidlenia dróg i odbijam w prawo, na wąską asfaltową drogę. Do Skwirtnego 0,5 km. Rozmyślam nad mym niespodziewanym towarzyszem, który biegnie przede mną. Nie po raz pierwszy na szlaku dołącza do mnie obcy pies, a czarny jamnik dokładnie po raz drugi. Może to mój duch opiekun? Ale pod postacią czarnego jamnika z ADHD ? Nie…

Po obu stronach zaczynają pojawiać się zabudowania. Są i stare drewniane chyże, jak i nowsze gospodarstwa z cegły. Przy nich ogołocone już z liści jabłonki, albo dostojne, złote o tej porze roku modrzewie. Nie mogło by się obejść bez przydrożnych kapliczek, które są ostatnią składową łemkowskiej wsi. Gdyby nie jeden obco wyglądający element, można by rzec, że całe otoczenie ze sobą harmonizuję. Tym niepasującym elementem są wielkie zrolowane bele owinięte białą folią. Później orientuję się, że jest to forma magazynowania siana na zimę.











Delektując się doliną Plebańskiego potoku pies i ja, dalej zmierzamy na południe. Cieszę się, że mój czworonożny kompan wędruje razem ze mną, aczkolwiek czasem mu współczuję. To on, a nie ja, skupia całą uwagę różnej maści swoich pobratymców pałętających się bezpańsko po głównej drodze. Czasami jest naprawdę groźnie, ale widzę, że mały pies daje sobie radę. Dochodzimy do cerkwi. Dawna greckokatolicka cerkiew pw. Św. Kosmy i Damiana została wybudowana w 1837r. jest również perełką drewnianej polskiej architektury. Podobieństwem bardzo zbliżona do tej w Kwiatoniu. Jednak na pierwszy rzut oka różni ją dach. Tutaj namiotowy, bez załamań. Kolejną różnicą są małe otaczające cerkiew jodły, a nie jak to z reguły bywa stare, liściaste drzewa, nierzadko jesiony. Mimo wszystko cerkiew wciąż pozostaje imponująca.







Zamknięta cerkiew i biegające w pobliżu dwa wrogo nastawione psy, skłaniają do szybkiego opuszczenia tych okolic. Kurs Regietów. Ciągle po asfalcie, praktycznie po płaskim. Dookoła łagodnie pofałdowane niwelety łąk, a w dali lasów. Mijam pasące się krowy, konie pasieki uli, przydrożne Jezuski. Wsi spokojna, wsi wesoła…

Po jakimś czasie drogę, przecina gęsty iglasty las. Tuż za nim, dwujęzyczne znaki oznajmiają, że opuszczam Skwirtne, a zbliżam się do Regietowa. Im bliżej, tym coraz bardziej widoczny nowopowstały drewniany kościół. Po prawej w dal,i przypominjąca widziane za młodu PGRy, rozległa stadnina koni. Nad dachami domostw krążą hodowlane gołębie. Nowopowstała świątynia jak również mała, znajdująca się obok murowana, jednonawowa cerkiew nie wzbudzają mej ciekawości. Zatrzymuję się tylko na chwilę przy krzyżu upamiętniającym 1000-lecie chrztu Rusi i ruszam dalej. Po około 10 minutach odbijam w prawo na czerwony szlak.















Godzina punkt 14. Rozkładam kijki i zaczynam podejście na Kozie Żebro (847m.n.p.m). Zanim wejdę w granicę lasu musze pokonać szeroką błotnistą drogę. Za plecami zalesione zbocze Rotundy prezentuję swe walory w jesiennej szacie. Zacienione podejście z jakąś niewiadomą regularnością charakteryzuję się tym, że im wyżej tym coraz stromiej. Wokół ciemny iglasty – liściasty lasy, a pod butami mokre liście. Kroki stawiam z uważnością, bo pod nimi niewidoczne śliskie podłoże. Po około 40 minutach dochodzę do gęsto rosnących małych jodełek, stanowiących granicę iglastego lasu. Za nimi nagie buki i olszyny. Z pomiędzy drzew prześwitują słoneczne promienie, sugerujące, że zbliżam się do szczytu. Po paru minutach staje się to faktem. Rozsiadam się na zwalonych drzewach pod tabliczką by dłużej odsapnąć po męczącym podejściu. Wertując mapę przestaję się dziwić, żem się trochę zasapał bowiem Kozie Żebro należy do jednych z wyższych szczytów Beskidu Niskiego. Ponownie zauważam duże rozbieżności w czasach przejść zaznaczonych na posiadanych mapach. Tym razem plus dla Demartu. Według wydawnictwa ExpressMap podejście te powinno trwać 1h30min.











Z zamyślenia wyrywa mnie niecierpliwe poszczekiwanie psa, który najwyraźniej spenetrował już wszystkie okoliczne krzaki i chciałby ruszyć dalej. Faktycznie nad mapą zasiedziałem się 20 minut. Za nim jednak wyruszam zwabiam podstępnie psa na kawałek kanapki. Nurtuje mnie jego wisiorek na czerwonej obroży. Jak się okazuje wisiorek skrywa w sobie liścik. A w nim… numery telefonów. Cholera, a już myślałem, że to jakiś wyimaginowany, mistyczny pies.

Podnoszę zad i ruszam z powrotem w stronę Skwirtnego. Z racji, krótkiego listopadowego dnia i niewiarygodnych map odpuszczam zahaczenie o Hańczową. Po 10 minutach pozostawiam czerwony obijający w lewo szlak i zielonym szlakiem kontynuuje wędrówkę grzbietem Koziego Żebra. Po 20 minutach od rozwidlenia dochodzę do Skałki. Błękitne niebo, pojawiające się po lewej stronie rzadkie widoki na sąsiednie wzniesienia, ścieżka pokryta żółtymi liśćmi, płoszone przez psa sarny – wydają się nie mieć końca. Wędruje już przeszło godzinę i wciąż jestem na grzbiecie góry. Co prawda szeroki leśny trakt w między czasie zdążył się zmienić w nieśmiałą ścieżynę. Po jakimś czasie ścieżyna ta po prostu znikła. Analizuje topografię otoczenia. Strome kamienne zejście z kolejnego grzbietowego wzniesienia…. Muszę się znajdować na nieoznakowanej Kiczerce. Wyraźne, zielone znaki pojawiające się na drzewach aż do Skałki były nietrudne do przegapienia. Nie wiem kiedy przeoczyłem odbicie w prawo. Podążanie za pomarańczowymi lub niebieskimi wąskim kreskami widniejącymi na drzewach okazało się błędem. Porzucam myśl schodzenia na przełaj z Kiczerki w celu dostania się do rowerowej ścieżki i wracam szybko drogą, którą przyszedłem. Jest już po 16 robi się coraz ciemniej. Po około 15 minutach szybkiego marszu szlaku zielonego dalej nie widać. Jest za to wyraźna ścieżka odbijająca w lewo. Ślady ciągniętych drzew sugerują, że droga z pewnością zaprowadzi mnie na dół do Skwirtnego. Wybór okazuję się trafny. Już po paru metrach ścieżkach schodzi się z drugą, na której widnieje zielony szlak. Jest dobrze. Granice lasu opuszczam równo z zapadającym zmrokiem. Ostatnia część wędrówki zielonym szlakiem nie należy do przyjemności. Na zrytej krowimi kopytami polna drodze ciężko znaleźć suchy, stabilny kawałek gruntu. Po bokach wejście na łąkę zagradzają elektryczne pastuchy. Parę minut przed 17 wychodzę pod cerkiew w Swkirtnem a stamtąd już rzut beretem do samochodu pozostawionego w Kwiatoniu. Zbliżając się do Kwiatonia dzwonię pod oba numery w celu przekazania psa, Niestety nikt nie odbiera.


















- Panie, czyj to pies? – zagaduje spotkanego pod samochodem mężczyznę.
- Wójta, łajza nie pies, za każdym polezie.
-Aha…


FIN :mrgreen:

Czasy przejść:

Kwiatoń – Regietów – odbicie na czerwony szlak (SKPB), asfalt,  1h40min
SKPB – Kozie Żebro, czerwony szlak, 50min
Kozie Żebro – Skałka , czerwony-zielony szlak, 30min
Skałka – Skwirtne, zielony szlak1h20min


Więcej fotek z wypadu
_________________
"Wicher silne drzewa głaszcze,hej..."
http://sakartvelo.com.pl/
http://zielonymszlakiem.weebly.com/
 
     
Lidka K. 
wiek: 45


Skąd: Kujawy
Wysłany: 2012-11-12, 08:35   

BN kilka razy mijałam w drodze w Bieszczady, ale tą relacją baaardzo zachęcasz do wyjścia z samochodu :mrgreen:
_________________
Stanowczo świat na dobre mi zbieszczadział :-)
 
     
Leuthen 


Wiek: 29
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2012-11-12, 17:07   

Lidka K. napisał/a:
BN kilka razy mijałam w drodze w Bieszczady, ale tą relacją baaardzo zachęcasz do wyjścia z samochodu :mrgreen:

Bieszczady są przereklamowane, Beskid Niski nie ;-)
 
     
Lidka K. 
wiek: 45


Skąd: Kujawy
Wysłany: 2012-11-13, 06:17   

Leuthen napisał/a:
Bieszczady są przereklamowane

o nie nie, po prostu BN jest niedoceniany :-P
_________________
Stanowczo świat na dobre mi zbieszczadział :-)
 
     
cthulhu 


Wiek: 34
Skąd: Tarnów
Wysłany: 2012-11-13, 07:42   

Lidka K. napisał/a:
Leuthen napisał/a:
Bieszczady są przereklamowane

o nie nie, po prostu BN jest niedoceniany :-P


I niech tak pozostanie ;-)
_________________
"Wicher silne drzewa głaszcze,hej..."
http://sakartvelo.com.pl/
http://zielonymszlakiem.weebly.com/
 
     
lucyna 

Skąd: Bieszczady
Wysłany: 2012-11-13, 07:42   

Z obiema tezami pozwolę się nie zgodzić. Ani Bieszczady nie są przereklamowane, ani Beskid Niski niedoceniany. Dla porządku dodam jeszcze Góry Sanocko-Turczańskie z Jeziorem Solińskim. Tu i tu są enklawy, które są bardzo często odwiedzane. W Bieszczadach tłumy bywają na niektórych połoninach, w Górach Sanocko-Turczańskich niekiedy oblegają Solinę i Polańczyk, a w Beskidzie Niskim są uzdrowiska, które zawsze tętnią życiem. Troszeczkę śmieszy mnie ta obiegowa opinia, że Beskid Niski jest nie do końca turystycznie odkryty. Moim zdaniem to nieprawda, on jest tylko jedną wielką mozaiką. Oprócz takich miejsc, jak te w tej jakże moim zdaniem interesującej fotorelacji są oblegane Iwonicz Zdrój, Rymanów Zdrój, Wysowa, Dukla z ruchem pielgrzymkowym, no i Komańcza. Ba, nawet okolicy Krynicy Zdroju. Moim zdaniem problem tkwi w tym, że turyści, czy pątnicy są niedoinformowani. Byli w Beskidzie Niskim, ale o tym nie wiedzą.
_________________
nieznane a ciekawe http://www.grupabieszczad...=229&Itemid=242
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do: