MotoGóry 2013 - miał być Kaukaz a wyszło jak wyszło :)

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
bathory
Posty: 105
Rejestracja: 2013-03-13, 20:02
Lokalizacja: Gdynia
Kontakt:

MotoGóry 2013 - miał być Kaukaz a wyszło jak wyszło :)

Post autor: bathory » 2014-01-11, 18:05

Trochę z opóźnieniem ale długie zimowe wieczory to chyba najlepszy czas na czytanie relacji z wyjazdów, szukanie inspiracji i snucie planów na kolejny sezon :) Tak więc w końcu coś od nas. Na początku szumnie i jakże oryginalnie nazwaliśmy naszą wyprawę "Kaukaz 2013" ale jak się dowiecie śledząc poniższą relację Kaukaz okazał się tylko fragmentem naszej przygody i to nie tak dużym jak miało być. W końcu plany się po to, żeby się ich kurczowo nie trzymać :) Lecimy!!

Po pierwsze mieliśmy wyjechać 7 września... Ale nie bylibyśmy sobą gdybyśmy wszystko załatwili na czas. Opóźnienia związane z wizami rosyjskimi sprawiły, że termin nieco się przesunął. Ruszam więc z Gdyni 9 września i po 10 w Gdańsku odbieram moją wizę. Uradowany dzwonię do Ernesta, że ruszam do Zambrowa. Wkładam kluczyk do stacyjki, naciskam starter i... gasną wszystkie kontrolki :omg: Niezły początek. Sprawdzam bezpieczniki, najpierw skrzynka, potem główny, tylko żeby się do niego dostać trzeba wyciągnąć klucze z samego spodu jednego z kufrów i zdjąć plastikową owiewkę co nie jest takie proste gdy klinuje się ona o śrubę od kufra (niestety jej ponowne wsadzenie okazało się jeszcze trudniejsze). Po sprawdzeniu głównego bezpiecznika przekręcam kluczyk i znowu widzę świecące się kontrolki :) Naciskam starter i :pupa: Sprawdzam więc wszystko od nowa :egh: Wreszcie okazuje się, że mam niedokręconą klemę do akumulatora. Po jej dokręceniu Trampek od razu odzywa się swoim pięknym V2 :ok:
Droga do Zambrowa mija bez przeszkód jednak gdy tam docieram morale nieco opada. Yamaha Ernesta wygląda tak jakby miała być gotowa do drogi za jakiś tydzień. W zasadzie wszystkie jej części leżą bezładnie po całym garażu a jej właściciel coś kręci, coś lutuje, coś klei. I w sumie to nie wie czy na rano będzie gotowy :ysz:

Obrazek

Szczęśliwie gdzieś tak do 14 dnia następnego Ernest jest gotowy. W końcu jesteśmy spakowani i możemy ruszać. Ale nie żeby od razu pofrunąć na południe ku przygodzie oj nie. Lecimy do stolicy. W końcu Ernestowi wiza rosyjska też się przyda. W warszawie stwierdzam, że skoro całą Europę mamy jechać autostradami to ja chcę mieć deflektor. Nowa LS2 wydaje mi się bardzo głośna a i wiatr walący mi z nad szyby prosto w głowę zniechęca mnie do jeżdżenia drogami szybkiego ruchu. Szybki telefon do Darkojaka z prośbą o namiary na jakiś stoliczany sklep gdzie sprzedają jego wyroby i po chwili ruszamy w jego kierunku. Niestety po paru minutach się rozdzielamy. Na szczęście każdy z nas ma nawigację i koniec końców przy moim spóźnieniu spotykamy się pod sklepem.

Opuszczamy Warszawę i lecimy autostradą na Katowice. W międzyczasie mam potężny kryzys i prawie zasypiam na motocyklu. Kończy się to interwencją Ernesta i przymusowym odpoczynkiem na stacji benzynowej. Późną nocą rozbijamy się wreszcie na skrawku łąki gdzieś w Tatrach. Niestety pierwszego dnia nie udało się wyjechać z Polski :/

Obrazek

Obrazek

Z rana wita nas smutna pogoda, jest mokro i zbiera się na opady. Po spakowaniu wyjeżdżam z polanki i przed asfaltem czekam na Ernesta. Czekam i czekam i w końcu wracam. Okazuje się, że zaspany Ernest zaliczył poranną glebę obładowanym motocyklem i sam potoczył się kilka metrów w dół :) Przy okazji obłamał kawałek klamki sprzęgła.
Przez cały dzień towarzyszy nam deszcz a temperatura rzadko przekracza 13 stopni. Kilka ładnych widoków na początku Słowacji w niewielkim stopniu poprawia nasze nastroje. Reszta Słowacji i Węgry mijają nam jakoś bezrefleksyjnie.

Obrazek

Zaraz po przekroczeniu granicy serbskiej postanawiamy się rozbić na polu za stacją benzynową.

Obrazek

Kolejny ranek nie przynosi poprawy pogody. Na jednej ze stacji benzynowych zapominam rozłożyć stopkę i opieram motocykl o dystrybutor. Niestety szybą. Szybkie klejenie i tankowanie i ruszamy dalej. Kolejna przygoda ma miejsce na autostradowej bramce. Niestety bramki takie nie są przyjazne motocykliście, który musi zdjąć rękawice, czasem kask i dłubać w kieszeniach w poszukiwaniu portfela. A napięcie dokoła jak przy kasie w hipermarkecie. I tak właśnie z mojego portfela wylatuje cały plik euro i zaczyna się wesoło przemieszczać wraz z podmuchami wiatru. Schodzę z motocykla i biegam jak głupi za banknotami. Także zamiast szybko jest jeszcze wolniej. Po południu w końcu poprawia się pogoda i wychodzi słońce. Jedziemy pięknym widokowo wąwozem.

Obrazek

Temperatura wzrasta. Już po ciemku przekraczamy bułgarską granicę, przejeżdżamy nocą przez piękne centrum Sofii i wylatujemy na autostradę. Po zjechaniu z niej znajdujemy nocleg na polu pełnym kopnego piachu. Rano Ernest wpada na genialny pomysł aby zrobić krótkie ujęcie z zawracania na piachu. A ja niestety to podłapuje. I o ile samo zawrócenie wychodzi wzorowo o tyle potem ponosi byczka deczko i przydzwaniam w ten piach wylatując przy okazji przez kierownicę :thumbsup: Pęknięta boczna owiewka i dziwnie przekrzywiona kierownica, a no i stłuczony bark, to tyle jeśli chodzi o konsekwencje tej zabawy :) No ale ujęcie jest niezłe, a przynajmniej teraz mnie bawi :D.

Obrazek

Obrazek

Przy okazji znajduje się 50 euro, które wesoło przypiekało się na kolektorze.

Obrazek

Po 20 kilometrach zjeżdżamy do serwisu maszyn rolniczych. Tam sympatyczny Bułgar wykręca teoretycznie skrzywioną śrubę, która okazuje się prosta. Po jej ponownym dokręceniu kierownica nieco się wyprostowała ale ideał to nie jest. Ernest przy okazji lutuje zepsutą ładowarkę. Panowie prowadzący warsztat okazuja się również motocyklistami z lokalnego klubu, także przysługa po koleżeńsku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Awatar użytkownika
rajli
Posty: 2226
Rejestracja: 2010-06-04, 17:37
Lokalizacja: Pr Teschinensis

Post autor: rajli » 2014-01-11, 19:37

To wszystko? :shock: :cry:

Awatar użytkownika
bathory
Posty: 105
Rejestracja: 2013-03-13, 20:02
Lokalizacja: Gdynia
Kontakt:

Post autor: bathory » 2014-01-11, 20:37

A gdzieżby :) Będę wrzucał odcinkami, bo tworzę to na bieżąco :) Także, cierpliwości, będzie od początku do końca, góry też będą :)

robertrobert1
Posty: 280
Rejestracja: 2012-05-23, 13:32
Lokalizacja: warszawa

Post autor: robertrobert1 » 2014-01-11, 22:21

Szczerze mówiąc spodziewałem się czegoś więcej a jak widzę wyprawa motocyklowa nie wiele się różni od wyprawy samochodowej....ot długie nudne dystanse i niezbyt ciekawe miejsca noclegowe. Zdecydowanie wolę wyprawy rowerowe, które obfitują w niespodzianki, przygody a przede wszystkim bardzo częsty kontakt zarówno z przyrodą jak i lokalną społecznością.

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5547
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2014-01-12, 07:11

bathory pisze:długie zimowe wieczory to chyba najlepszy czas na czytanie relacji z wyjazdów, szukanie inspiracji i snucie planów na kolejny sezon :)
święte słowa
bathory pisze: No ale ujęcie jest niezłe,
a które to?
czekam z niecierpliwością na cd, pierwszy odcinek jest zachęcający :-)
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
bathory
Posty: 105
Rejestracja: 2013-03-13, 20:02
Lokalizacja: Gdynia
Kontakt:

Post autor: bathory » 2014-01-12, 11:48

robertrobert1 pisze:Szczerze mówiąc spodziewałem się czegoś więcej a jak widzę wyprawa motocyklowa nie wiele się różni od wyprawy samochodowej....ot długie nudne dystanse i niezbyt ciekawe miejsca noclegowe. Zdecydowanie wolę wyprawy rowerowe, które obfitują w niespodzianki, przygody a przede wszystkim bardzo częsty kontakt zarówno z przyrodą jak i lokalną społecznością.
Oj to bardzo pochopna opinia i wiem co mówię bo rowerem też lubię jeździć. Mam nadzieje, że rozwinięcie opowieść sprawi, że zmienisz zdanie :)

Awatar użytkownika
bathory
Posty: 105
Rejestracja: 2013-03-13, 20:02
Lokalizacja: Gdynia
Kontakt:

Post autor: bathory » 2014-01-12, 11:50

Lidka K. pisze:
bathory pisze: No ale ujęcie jest niezłe,
a które to?
Będzie objawione dopiero jak zmontujemy jakiś film :)

Awatar użytkownika
bathory
Posty: 105
Rejestracja: 2013-03-13, 20:02
Lokalizacja: Gdynia
Kontakt:

Post autor: bathory » 2014-01-12, 13:55

Choć początek dnia mieliśmy kiepski gdzieś koło południa wreszcie udaje nam się dotrzeć do tureckiej granicy. Wykupujemy wizy i ruszamy na zacne jak się okazuje tureckie drogi. W końcu nie musimy narzekać na pogodę. Jest tak jak powinno być w Turcji, ciepło i słonecznie. Odcinek do Stambułu nie poraża niczym szczególnym, z to dosyć mocno się ciągnie. Robimy postój na odpoczynek bo tyłki bolą i jeść się chce. I jakoś tak mamy problem żeby zebrać się i ruszyć dalej.

Obrazek

Granice potężnej aglomeracji osiągamy w godzinach popołudniowych. Wcześniej minęliśmy autostradową bramkę nie bardzo orientując się co z winietami drogowymi. Choć wiemy, że powinniśmy je mieć. Kupujemy je dopiero na kolejnej bramce, choć łatwo nie jest bo informacji po angielsku brakuje a pracownicy jakoś też znajomością języka Szekspira się nie chwalą. Początek tego megalopolis to początek walki o miejsce na drodze. Ruch jest potężny. Kilka pasów w każdą stronę a na każdym mnóstwo pojazdów. Apogeum tego wszystkiego następuje już w samym Stambule. Walczymy o każdy pokonany metr, wszystko praktycznie stoi, manewrujemy objuczonymi motocyklami jak się da, kilkanaście razy jesteśmy blisko jakieś obtarczki, parę razy zatrzymujemy się na milimetry przed zderzakiem poprzedzającego auta. Każdy z nas walczy o to, żeby czym prędzej opuścić ten chaos. Rozdzielamy się, nie widzimy po kilka minut a potem w jakimś przesmyku znowu na siebie wpadamy. W pewnym momencie ktoś z taksówki obok krzyczy do mnie po polsku: Witamy w Stambule! Dzięki za takie przywitanie :) Wjeżdżaliśmy do Stambułu za widnego, cieśninę Bosforską mijaliśmy już po zmroku, wyjeżdżamy bardzo późnym wieczorem. Jedziemy dalej autostradą a ruch jak na tureckim bazarze. Za to tempo słuszne, szczególnie wielkich autobusów, które co rusz nas mijają z ogromną prędkością przyprawiając o palpitację.
Kiedy tak sobie jadę z przerażeniem stwierdzam, że z każdej strony aż po horyzont rozbłyskują światełka zabudowań. To oznacza, że szukanie noclegu będzie prawdziwym wyzwaniem. A jesteśmy już nieźle wykończeni. Wreszcie zjeżdżamy na stację benzynową, za którą znajduje się duży parking dla tirów. Rozbijamy namiot na skrawku trawnika i kładziemy się spać. Niestety szybko okazuje się, że jest to pomysł o kant dupy. O 2 budzą nas jakieś szelesty. Wychylamy głowy z namiotu i jesteśmy przerażeni. Sakwy Ernesta są otwarte na oścież a na motocyklu brakuje 50 litrowej torby. Zrywamy się i rozglądamy czy nikogo nie widać. Przeglądamy straty. Jest fatalnie!!! W torbie mieliśmy cały nasz prowiant, bez mała 40 kilogramów jedzenie w różnej postaci. Z sakw Ernesta zniknął multifuel Primusa, polar, i część jego podgrzewanych ciuchów. Kilka metrów dalej pod drzewem znajdujemy tylko otwartą butelkę oleju silnikowego. Cała reszta wpadła w ręce jakiś skurw... :/ Szczęście w nieszczęściu w ogóle nie ruszyli mojego motocykla. Aluminiowe kufry ich odstraszyły, pomimo tego, że na moim moto również leżała taka sama torba, tyle, że z cenniejszym ładunkiem zawierającym Ernestowe ubrania na wyjście w góry.
Nasze morale opada drastycznie, z jednym okiem otwartym, gazem i nożem pod ręką jakoś koczujemy do rana.

Obrazek

Po tej rewelacyjnej nocy docieramy do miasta Bolu. Ernest dokupić trochę sprzętu, jakiś polar itd. Wymieniamy walutę i chcąc odetchnąć od autostrady kierujemy się boczną drogą w góry. Niestety zawieszają się ad nimi potężne czarne chmury. Wracamy więc z powrotem na drogę szybkiego ruchu i kierujemy się na Ankarę.

Obrazek

Krajobraz dokoła ulega zmianie, pojawiają się tereny górzyste, które w raz z odbiciem na południe przechodzą w rozległe pagórkowate stepy. Czarne chmury zostają za nami i znowu pięknie świeci słońce. To poprawia również nasze nastroje, mocno podupadłe po minionej nocy. Dzisiaj znajdujemy nocleg w olbrzymiej, rozległej nicości i wiemy, że tym razem nie musimy się o nic martwić.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rankiem spokojni i zrelaksowani pakujemy się i powoli ruszamy dalej. Zatrzymujemy się przy potężnym jeziorze Tuz. Jego połyskująca biel jest miłym oderwaniem od towarzyszącego nam do tej pory krajobrazu w kolorze uschniętej trawy. Schodzimy przyjrzeć się mu bliżej. Nie ma praktycznie wody, zaschnięta skorupa soli, która wygląda jak wielka pustynia, nad którą na horyzoncie faluje rozgrzane powietrze.

Obrazek

Spotykamy sympatyczną parkę na motocyklu - Hiszpana i Mołdawiankę, których przyjdzie nam jeszcze spotkać później oraz Australijczyka, który akurat nie jest tu motocyklem, ale nadmienia, że w domu czeka na niego potężny GS od BMW. Na szczęście nasze motocykle za rozsądne pieniądze póki co dają radę, i nie muszą stać i czekać w domu :) Zjeżdżamy na stację benzynową gdzie niestety nie mają benzyny. Nic to, zjadamy nasze pierwsze i chyba najlepsze tureckie jedzenie w tamtejszej knajpie przy okazji nawiązując kontakt ze światem. Kiedy zbieramy się do wyjazdu, zjawia się szef stacji i proponuje nam herbatę. To chyba w ramach skromnych przeprosin za brak benzyny :)

Obrazek

Obrazek

Za Aksaray zjeżdżamy w końcu z głównej drogi i zaczyna być naprawdę ciekawie. Przed nami wyrastają potężne skały, z wykutymi w nich domami i całymi miastami. Pięknie położona miejscowość Yaprakhisar oraz fantastyczny wąwóz Ihlara to kolejne perełki na naszej trasie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Droga wije się to w górę to w dół a rozpalone słońcem złota pola doprawiają całości. Jest pięknie !!

Obrazek

Obrazek

Znowu śpimy gdzieś na uboczu w rozległej, rozświetlonej blaskiem księżyca przestrzeni. W dali widać światła pomniejszych osad. Usypiamy w oczekiwaniu na burzę. Na horyzoncie bowiem błyska na potęgę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5547
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2014-01-12, 15:07

Obrazek
jak kapturki krasnali ;-)
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3143
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2014-01-12, 19:02

robertrobert1 pisze:Szczerze mówiąc spodziewałem się czegoś więcej a jak widzę wyprawa motocyklowa nie wiele się różni od wyprawy samochodowej....ot długie nudne dystanse i niezbyt ciekawe miejsca noclegowe. .
Dystanse wyjazdow samochodowych moga byc krotsze od rowerowych, a noclegi w fajnych miejscach - co ma jedno do drugiego?
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
Tommy
Posty: 772
Rejestracja: 2009-05-19, 18:12
Lokalizacja: Kato

Post autor: Tommy » 2014-01-12, 19:48

Po przeczytaniu kolejnego odcinka powiem, że zaczyna robic się coraz bardziej ekscytująco. Przepiekne fotki ;-) Mam nadzieję, że dalej będzie tylko ciekawiej :-)

Ale muszę przyznać, że ta sytuacja w której Was okradli... cóż, sami sie o nią prosiliście. Straszna lekkomyślność. Turcja to niestety dość dziki kraj.
Ja nawet u nas mniej boje się w nocy po środku ciemnego lasu jak w dzień na ulicach miasta :mrgreen: Toteż zawsze na biwaki wybieram miejsca sporo oddalone od siedzib ludzkich
Dla dobrego samopoczucia niezbędne są człowiekowi - nadzieja i złudzenia
Czesław Banach

Awatar użytkownika
bathory
Posty: 105
Rejestracja: 2013-03-13, 20:02
Lokalizacja: Gdynia
Kontakt:

Post autor: bathory » 2014-01-13, 16:26

Tommy pisze:Po przeczytaniu kolejnego odcinka powiem, że zaczyna robic się coraz bardziej ekscytująco. Przepiekne fotki ;-) Mam nadzieję, że dalej będzie tylko ciekawiej :-)

Ale muszę przyznać, że ta sytuacja w której Was okradli... cóż, sami sie o nią prosiliście. Straszna lekkomyślność. Turcja to niestety dość dziki kraj.
Ja nawet u nas mniej boje się w nocy po środku ciemnego lasu jak w dzień na ulicach miasta :mrgreen: Toteż zawsze na biwaki wybieram miejsca sporo oddalone od siedzib ludzkich
Faktycznie wystawiliśmy się sami, ale byliśmy tak wykończeni, że za bardzo o tym nie myśleliśmy, zresztą nie było lepszych perspektyw. Czy Turcja to dziki kraj - nie wiem. To było przy autostradzie pełnej, również obcych, pojazdów więc nie wiadomo, czy to Turek, Bułgar, Grek czy może Polak. Potem już byliśmy przezorniejsi :)

Awatar użytkownika
Red-Angel
Posty: 2670
Rejestracja: 2011-04-16, 16:54
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: Red-Angel » 2014-01-13, 22:28

Ładne zdjęcia, chętnie pooglądam następne :-)

Awatar użytkownika
Taja
Posty: 1567
Rejestracja: 2009-10-30, 23:12
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Taja » 2014-01-15, 13:35

¦witna sprawa taka mototurystyka! :-D Czekam na więcej :-) A co zrobiliście z pieczonym euro? :mrgreen:
"podróżowanie - nawlekanie koralików geografii na nitkę życia" A. Stasiuk

Awatar użytkownika
bathory
Posty: 105
Rejestracja: 2013-03-13, 20:02
Lokalizacja: Gdynia
Kontakt:

Post autor: bathory » 2014-01-17, 18:36

Burza nas jednak ominęła. Wstajemy rano i cieszymy się pięknym słońcem. Mamy kilka kilometrów polnej drogi nim dojeżdżamy do asfaltu. A potem znów rozległy turecki interior, pofalowany niczym ocean. Zatrzymujemy się na stacji benzynowej. Ernest nie wymieniał oleju przed wyjazdem, miał to zrobić w Bułgarii ale jakoś nie wyszło :). Teraz jest najwyższa pora. Pożyczamy niezbędne klucze od pracowników stacji i Ernest zabiera się do roboty. Idzie to całkiem sprawnie choć trochę czasu zajmuje. W końcu Yamaha jest gotowa do drogi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wreszcie docieramy do Kapadocji i naszym oczom ukazuje się widok znany z pocztówek czy folderów reklamowych biur turystycznych. Księżycowy krajobraz tutejszych form tufowych jest zaiste niezwykły. Przystajemy kilka razy aby przyjrzeć się tym obrazom przez wizjer obiektywu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Docieramy do miasteczka Goreme. Zaczynamy się kręcić w poszukiwaniu jakiejś jadłodajni z internetem i kończy się to tym, że nie jemy nic. Wjeżdżamy za to w jakieś boczne ścieżki i zaczynamy snuć się pomiędzy skalnymi formami. W ogromnej większości z nich wykuto niegdyś całe domy, osiedla. Niestety to po czym jedziemy to piach, w wielu miejscach w całkiem sporej ilości. Nienawidzę jeżdżenia po piachu (mam też dodatkowy uraz po bułgarskich manewrach :)), szczególnie mocno obładowanym motocyklem. Toczę się więc jak ślimak i co chwila przystaje. Trampek nie ma tu ze mną lekko. Kiedy w końcu wyjeżdżamy na bardziej otwartą przestrzeń gdzieś w oddali na wzgórzach przykuwają nasz wzrok dziwne kształty. Wygląda to na starożytne ruiny. Tylko jak tam się dostać? Rozdziela nas szeroka dwupasmowa droga i spory wąwóz po drugiej stronie. Naginając nieco przepisy ruchu drogowego przedzieramy się na drugą stronę drogi i szuterkiem docieramy do podnóża owych wzgórz. Podjeżdżamy nie najłatwiejszą, bo pełną kamieni i wybojów drogą. Kiedy wyjeżdżamy na wypłaszczenie możemy narobić trochę kurzu i nieco przyśpieszyć w kierunku odleglejszych form mijając po drodze inne, do których zajedziemy wracając. Z bliska okazuje się, że nie są to jednak starożytne ruiny a coś jakby formy przestrzenne? Współczesna sztuka?? Ciężko nam ogarnąć właściwie co mamy przed sobą bo nie ma też żadnych informacji na ten temat, żadnych znaków czy tablic. W większości są to kwadratowe kolumny ustawione w sposób przywodzący na myśl kształty starożytnych budowli. Ale na rozległym zboczu znajdują się również formy przywodzące na myśl rysunki z Nazca, tyle że poukładane z kamieni.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Intryguje nas to na tyle, że objeżdżamy prawie wszystkie te obiekty, przynajmniej te do których prowadzi jako taka droga. Mamy stąd również piękny widok na Kapadocję.
Zaczynamy myśleć powoli o noclegu i bez wahania spędzilibyśmy go gdzieś wśród tych ruin gdyby nie to, że odczuwamy brak wody i jedzenia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracamy więc do miasta robimy małe zakupy i postanawiamy, że fajnie byłoby się przespać w skalnym domu. Okazuje się jednak, że znalezienie takiego, przy którym można by bez obaw zostawić motocykle sprawia nam pewne problemy. Przypadkowo trafiamy do samotnej skały i kiedy objeżdżamy ją dokoła okazuje się, że jest w niej wykuty dom. I to najprawdopodobniej jeszcze kilka, kilkanaście lat temu zamieszkały. Ma nawet antenę. Niestety jest pozamykany na kłódki. Za to miejsca na namiot przy nim nie brakuje. No i jesteśmy w bezpiecznej odległości od cywilizacji.

Obrazek

Obrazek

ODPOWIEDZ