reportaż >> Anna Pasek (1982-2007)
Pomnik nie musi być z kamienia
Krzysztof Ulanowski
|
|
Anna Pasek na Islandii
|
Fot. archiwum fundacji im. Anny Pasek
|
Młoda dziewczyna, pasjonatka gór, zostaje porwana przez lawinę pod Mont Blanc. Rodzice budują córce pomnik. Nie taki z kamienia. Pomnik to fundacja imienia zmarłej i prowadzona przez tę fundację Alpejska Baza Szkoleniowa. Wszystko po to, by niepotrzebnych śmierci było jak najmniej.
Kolekcjonowała mapy, atlasy i przewodniki. Miała zaledwie 25 lat, a zdążyła zobaczyć więcej niż większość ludzi o całe pokolenie od niej starszych. Kochała góry i podróże. W galerii we włoskim Pragelato oglądam jej zdjęcia z Alp i ze Svalbardu. Bardzo dobre zdjęcia. Widać w nich pasję i wrażliwość na piękno. Ich autorki, niestety, nie mam szans poznać. Dowiaduję się o Ani dwa lata po jej śmierci. Tego, jaka była, mogę się tylko domyślać na podstawie fotografii, z której patrzy na mnie sympatyczna twarz, okolona ciemnymi dredami. Mogę też wnioskować na podstawie tego, co o Ani mówią inni i na podstawie tego, w jaki sposób żyła.
Apetyt na życie
Urodzona w 1982 roku Ania Pasek na życie ma niezwykły apetyt. Odwiedza między innymi dzikie zakątki Norwegii, Islandii, Rosji, Indii, małego, himalajskiego królestwa Bhutanu oraz Rumunii. Podróżuje zarówno jako uczestniczka wypraw naukowych (jest doktorantką w Instytucie Geografii i Gospodarki Przestrzennej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie), jak i prywatnie jako zwykła turystka. Czy też może raczej niezwykła, bo zwykły człowiek nie sypia w namiocie na śniegu. A taki właśnie „hotel” czeka na Anię w rumuńskich Fogaraszach, dokąd jedzie w maju 2007 roku. Wędruje po tych górach razem ze swoim chłopakiem Pawłem Chrustkiem oraz z czworonożnym przyjacielem Kaziem, psem rasy husky.
– Była niezwykle troskliwa i opiekuńcza – wspomina Paweł Chrustek, dziś prezes zarządu Fundacji im. Anny Pasek. – Na wyjazdach, gdy na przykład po krótkiej nocy budziłem się zaspany w namiocie, zawsze czekały na mnie kanapki i gorąca herbata, a dla Kazia butelka z wodą i wypełnione karmą pojemniczki.
Kazik jako husky nie boi się zimna i śpi obok namiotu, w głębokim śniegu. Kiedy jego rozespana pani wychodzi na zewnątrz, czeka już na nią biała, oszroniona i machająca radośnie ogonem kula.
– Ta wierność mu się zazwyczaj opłacała, bo w nagrodę często dostawał śniadanie jako pierwszy – śmieje się Paweł.
Dziś Kazik jest już duży i towarzyszy nam podczas otwarcia Alpejskiej Bazy Szkoleniowej w Pragelato w Piemoncie. O dwa lata starszy niż w Fogaraszach, w związku z czym już poważniejszy, ale wciąż łagodny. Bez sprzeciwu znosi pieszczoty obcych ludzi. Z godnością wysłuchuje wyrazów zachwytu po polsku, włosku i francusku. Po francusku, bo Francja jest tuż za progiem, a zatem i stamtąd przybyli goście dzisiejszej uroczystości.
Włoski Piemont graniczy z Francją, przysłowiowy żabi skok dzieli też włoskie Pragelato od francusko-włoskiego szczytu Mont Blanc (4810 m n.p.m.) przez część geografów uważanego za najwyższą górę Europy (inni to miano przyznają Elbrusowi w Kaukazie Zachodnim, 5642 m n.p.m.). Nic więc dziwnego, że góra stanowi magnes dla wielu miłośników wspinaczki. W lipcu 2007 roku Ania Pasek wspina się na Mont Blanc z czterema kolegami. Z tamtej wyprawy nie powraca troje uczestników: Anna Pasek, Jakub Stanowski oraz Jakub Marek. Wszystkich porywa lawina. Do tego załamuje się pogoda. Młodzi ludzie umierają z wychłodzenia i na skutek odniesionych obrażeń.
(...)
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”