
polski himalaizm przeżywa poważny kryzys, przynajmniej jeśli chodzi o zimowe wspinanie i odkrywanie nowych dróg. Kolejny zimowy sezon przechodzi do historii, a zwycięstwa nie odnieśliśmy żadnego. Mało tego, w najwyższe góry ruszyły w zakończonym właśnie sezonie 2008/2009 tylko dwie znaczące wyprawy. Jarosławowi Żurawskiemu i Jackowi Telerowi nie udało się wejść na Nanga Parbat (rozmowę z nimi mogliście przeczytać w kwietniowym „n.p.m.”), a trzy miesiące walki pod Broad Peak Artura Hajzera i Roberta Szymczaka też nie przyniosły sukcesu (wywiad z himalaistami w tym numerze magazynu).
Najsmutniejszy wniosek nie jest taki, że Polacy nie stanęli na szczycie, tylko ten, że coraz mniej naszych rodaków interesuje się prawdziwym wspinaniem. Dlaczego tak się dzieje? Najprostszą odpowiedzią jest, oczywiście, brak pieniędzy. Mamy kryzys gospodarczy i sponsorzy wycofują się nawet z podpisanych już umów. To prawda, młodzieży bez finansowego wsparcia trudno zorganizować jakąkolwiek profesjonalną wyprawę. Pieniądze jednak to nie wszystko. Kryzys w polskiej wspinaczce to zjawisko bardziej złożone niż się na pozór wydaje. Artur Hajzer wypowiada mocne słowa pod adresem Polskiego Związku Alpinizmu. Jego zdaniem, organizacja, która góry ma w nazwie, himalaizmu nie traktuje w odpowiedni sposób i nawet jaskinie są dla niej ważniejsze niż Himalaje czy Karakorum. Krytyczne słowa doświadczonego wspinacza trzeba potraktować poważnie i zastanowić się, dlaczego tak się dzieje? Na razie jest tak, że żyjemy wspomnieniami z czasów Andrzeja Zawady, a prawda jest taka, że od 20 lat Polacy nie zdobyli zimą żadnego ośmiotysięcznika. W efekcie najważniejszym wydarzeniem ostatnich miesięcy stało się zimowe wejście na… Elbrus. Broń Boże, nie umniejszam tego osiągnięcia. Drodzy Czytelnicy, sami przyznacie, że w hierarchii wyczynów trzeba zachować odpowiednie proporcje.
Jednak, żeby wiosennego nastroju nie psuć tylko i wyłącznie narzekaniami, miło nam donieść, że tegoroczne nagrody, zwane Kolosami, w górskich dyscyplinach zdobyli ludzie, związani z naszym magazynem. Kinga Baranowska odebrała prestiżową statuetkę w kategorii Alpinizm za zdobycie w ciągu jednego roku dwóch ośmiotysięczników: Dhaulagiri oraz Manaslu. Na oba wspięła się jako pierwsza Polka. A za najlepszy wyczyn 2008 roku uznano wyprawę, o której mogliście przeczytać w sierpniowym numerze „n.p.m.” z ubiegłego roku. Marek Klonowski i Tomasz Mackiewicz dostali Kolosa za wyczerpujący trawers Mount Logan, najwyższego szczytu Kanady, dokonany w pionierskim stylu podczas czterdziestodniowej podróży przez największe lodowce Alaski i Jukonu. Kingę i jej sukcesy znają już wszyscy miłośnicy gór, ale sukces Marka i Tomka rzeczywiście zasługuje na uznanie. Dobrze się stało, że został zauważony. Osobiście nie kryję rozczarowania, że żadnego Kolosa nie dostali niepełnosprawni bohaterowie wyprawy na Kilimandżaro. Niestety, obawiam się, że w tym przypadku zaszkodził medialny szum wokół tego przedsięwzięcia. Rzeczywiście, był taki czas, że o „Kilimandżaro na wózkach i o kulach” było przesadnie głośno, ale to nie umniejsza sukcesu ludzi, którzy wielu niepełnosprawnym, siedzącym w domach, dali sygnał, że nie można się poddawać. Życzę Im wszystkiego najlepszego.
A wszystkim miłośnikom Tatr polecam zapoznanie się z projektem nowego schroniska pod Rysami. Możecie go zobaczyć na dalszych stronach naszego magazynu w reportażu Filipa Springera. Czy historyczna Waga zostanie zburzona? Czy Słowacy zdecydują się na inwestycję, która z pewnością wzbudzi wśród tatrzańskich miłośników sporo emocji? Czekamy na Wasze listy i opinie.
