wrzesień

newsletter

»
 

archiwum >> 2009 >> maj




archiwum >> 2009 >> maj >> Leszek Maślanka

Oberwałem od księdza z ambony

Z Leszkiem Maślanką, znakarzem szlaków turystycznych, rozmawia Jakub Terakowski

Oberwałem od księdza z ambony
Fot. Jakub Terakowski

Jak został Pan znakarzem?

W roku 1965 zdałem maturę i z grupą znajomych wybrałem się na pierwszą w moim życiu poważną pieszą wycieczkę w góry: z Woli Radziszowskiej, gdzie wówczas mieszkałem, na Babią Górę. Wtedy wpadliśmy na pomysł założenia Koła PTTK. Zamiar zrealizowaliśmy i niecały rok później w Woli Radziszowskiej ruszyło jedno z nielicznych w Polsce wiejskich Kół PTTK. Zaczęliśmy bardzo intensywnie wędrować po górach i w okolicach Krakowa. Wyjeżdżaliśmy właściwie co tydzień. Obrywało nam się od sąsiadów, a nawet od księdza z ambony.

Od księdza? Za co?
Kto to widział, aby w niedzielę tak się włóczyć po bezdrożach? Jesienią roku 1966 mój kuzyn Zenek Maślankowski namówił mnie oraz kilku innych członków naszego koła do udziału w kursie znakarskim. Uczono nas metodyki i technologii znakowania szlaków turystycznych. Prowadzący kazali wyobrażać sobie, jak szlaki widzi ktoś, kto nigdy wcześniej nie chodził po górach. Przecież prawidłowe oznakowanie powinno być czytelne i jednoznaczne nawet dla nowicjuszy. Całość zakończyła się dwudniowym egzaminem terenowym.

Na czym polegał?
Najpierw pod okiem komisji odnawialiśmy szlak z Jordanowa na Górę Ludwiki. Potem każdemu, kto już otrzymał uprawnienia znakarza, przydzielono do pierwszego samodzielnego przetarcia jeden szlak nizinny. Mnie przypadły w udziale dwa odcinki nieistniejącego już niebieskiego szlaku okrężnego wokół Krakowa.
Jak wygląda procedura likwidacji szlaku? Kto i na jakiej podstawie o tym decyduje?
Są dwie podstawowe przyczyny likwidacji szlaku. Pierwsza, gdy nie jest używany przez turystów. Druga, gdy dwa szlaki na długim odcinku idą razem. Wtedy jeden z nich zostaje zlikwidowany. W przypadku szlaków górskich decyzję o likwidacji podejmuje Komisja Turystyki Górskiej (KTG) Zarządu Głównego PTTK.

A kto stwierdza, że dany szlak nie jest używany przez turystów?
Często właśnie znakarze – bo to osoby najlepiej zorientowane i najaktywniejsze w swoim rejonie. Sam potrafiłbym wskazać w Beskidzie Makowskim kilka szlaków, które istnieją już na pograniczu zasadności. Odrębną kwestię stanowi zmiana przebiegu oznakowania – ostatnio coraz powszechniej wymuszana przez właścicieli terenów, przez które prowadzą szlaki. Znamienne, że żadnych konfliktów nie było, gdy po szlakach poruszali się tylko turyści piesi. Pierwsze protesty pojawiły się wraz z nastaniem mody na rowery górskie. Prawdziwe lawiny skarg spadają na KTG, odkąd po szlakach zaczęły jeździć motocykle, quady i samochody terenowe. Rozmawiamy z gospodarzami, ale nasze prośby i tłumaczenia, że szlak jest pieszy, nie pomagają. Bo co to właściciela terenu obchodzi, skoro pod oknami hałasują mu zmotoryzowane ekipy?
 
(...)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”

Wyślij artykuł znajomemu »