Szlak wart grzechu
Piotr Skrzypiec
|
|
Jesień w Dolinie Siedmiu Triglavskich Jezior
|
FOT. PIOTR SKRZYPIEC
|
Nigdy nie cieszyło mnie pokonywanie określonych sztywnymi ramami tras górskich. Popularne przejścia długodystansowe typu Główny Szlak Beskidzki
czy Łuk Karpat zdobywam nadal „na raty”, czyli w ciągu kilku sezonów, zbaczam niejednokrotnie z oznakowanych pędzlem znakarza szlaków czy też utartych tradycją pierwszych zdobywców ścieżek i bezdroży. Slovenska planinska pot nie jest zwyczajną trasą – dla mnie to szlak, który jak cień towarzyszy mi w wędrówkach po słonecznej stronie Alp. Spotykamy się często gdzieś między Niziną Panońską a wybrzeżem Adriatyku i pozdrawiamy jak starzy znajomi, ale w końcu każdy idzie w swoją stronę. I chyba nigdy nie zdecyduję się na pokonanie tej drogi w jednym kawałku. Najprawdopodobniej nie przeszedł jej jeszcze żaden Polak. Może więc ktoś z Was się skusi?
Slovenska planinska pot (SPP) to długodystansowy szlak turystyczny, łączący leżący na wschodzie Słowenii Maribor z nadadriatyckim Ankaranem. Zwyczajowo określa się go mianem „Transverzali”, gdyż wiedzie przez wszystkie ważniejsze grupy górskie Słowenii. Zaczyna się w Pohorju, przechodzi przez wschodnią część Karawanków, Alpy Kamnicko-Sawińskie, centralną część Karawanków i Alpy Julijskie. Następnie poprzez średniogórskie masywy regionu Primorska dociera do wybrzeża w Ankaranie. Szlak oznaczony jest arabską cyfrą „1”, umieszczaną na ważnych skrzyżowaniach obok zwyczajowego znaku białego kółka z czerwoną obwódką. „Jedynkę” dodaje się od czasu do czasu również przy znakach na przebiegu poszczególnych odcinków.
Moja przygoda z SPP zacznie się w paśmie Pohorje, długim, zalesionym grzbiecie o umiarkowanych wysokościach i absolutnym braku trudności technicznych, który zawsze odkładałem „na później”.
Rozgrzewka w słoweńskich Gorcach
Pierwszą „jedynkę” odnajduję na opłotkach Maribora. Pokonując jedyne strome podejście do kościoła świętego Bolfenka i hotelu Bellevue, mijam trasę narciarską, znaną z rozgrywanych tu rokrocznie zawodów slalomowych „Zlata lisica”, zaliczanych do kobiecego pucharu świata w narciarstwie alpejskim. Z wieży widokowej nad hotelem nadkładam nieco drogi, by zerknąć na tablicę poświęconą Ivanowi Šumljakowi – ideowemu ojcu „Tranzversali”, który spogląda na Pohorje z murów schroniska Mariborska koča. Nie śpiesząc się zbytnio, docieram do beskidzkich łąk koło opuszczonej dawno temu osady szklarzy Stara Glažuta. Tu pozostawiam „jedynkę” i, korzystając z pomocy jedynych na Pohorju ubezpieczeń, opuszczam się do dwóch wodospadów Šumik. Gdy patrzę na biały wachlarz większego z nich, pomysł pokonania całego SPP opuszcza mnie.
– Czasami warto zboczyć ze szlaku, by odkryć prawdziwe perełki – mówię do siebie.
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”